Aktualności

Polskie drobiarstwo staje wobec narastających lawinowo problemów, które powodują znaczne zmniejszenie marży (przychód – koszty = marża) uzyskiwanej z produkcji żywca i jaj. Po drastycznym wzroście kosztów energii (gaz, prąd) i zbóż postępująca inflacja powoduje – przynajmniej na razie – stale postępujący wzrost kosztów kredytów udzielanych przez banki oraz koszt robocizny (płace) i związane z tym składki ZUS-owskie i zdrowotne oraz inne obciążenia fiskalne.

Podejmowane próby utrzymania marży gwarantującej opłacalność prowadzonej produkcji mięsa drobiowego i jaj napotykają na opór sieci handlowych, które obawiając się spadku obrotów z powodu spadających przychodów ludności niechętnie godzą się na wzrost cen sprzedaży detalicznej.

Sytuację dodatkowo komplikuje znaczna nadprodukcja żywca drobiowego i jaj w Polsce, co przy silnej konkurencji na rynkach zagranicznych ograniczających eksport zmusza producentów do zachowania dotychczasowych cen sprzedaży pomimo rosnących kosztów.

Zupełnie niespodziewanie pojawiły się nowe dodatkowe problemy. Poważnym zagrożeniem dla opłacalności produkcji drobiarskiej w Polsce jest decyzja KE o wstrzymaniu na okres jednego roku dotychczasowych ceł na import produktów żywnościowych, w tym mięsa drobiowego i jaj, z Ukrainy do krajów UE. Wprawdzie na Ukrainie ciągle trwają działania wojenne, ale w sytuacji, kiedy w Polsce i krajach UE organizowana jest pomoc żywnościowa dla walczącej Ukrainy decyzje o zawieszeniu ceł na import żywności z Ukrainy do UE są co najmniej niezrozumiałe.

W KE trwają natomiast intensywne dyskusje nad propozycją zaostrzenia wymagań i kar nakładanych na instalacje przemysłowe emitujące niepożądane związki do środowiska. Niestety, w propozycji zmian oprócz przyjęcia niskich progów emisji znalazła się też taka propozycja, która zalicza fermy drobiu (o obsadzie większej niż 150 DJP) do instalacji przemysłowych. Jeśli proponowana dyrektywa zostanie przyjęta, będzie to oznaczało konieczność poniesienia przez właścicieli ferm dodatkowych kosztów dostosowawczych.

Niepewną przyszłość polskiego drobiarstwa komplikuje też postępujący trend zmniejszania się importu mięsa drobiowego przez Chiny. Decyzje chińskiego rządu wspierają rozwój własnej produkcji drobiarskiej, co może znacznie wzmóc konkurencję między eksporterami mięsa drobiowego i jaj na światowych rynkach. Własną produkcję drobiarską starają się też rozwijać kraje arabskie (ZEA, Arabia Saudyjska czy Egipt).


Meksykańska Unión Nacional de Avicultores (Krajowy Związek Producentów Drobiu) ogłosił w swoim ostatnim Raporcie, że konsumpcja jaj w tym kraju w 2021 r. osiągnęła rekordowy poziom i wyniosła 409 jaj/mieszkańca. Spożycie jaj w Meksyku znacznie wyprzedza Japonię (337 jaj/mieszkańca) i Kolumbię (334 jaj/mieszkańca), drugi i trzeci kraj o największym spożyciu jaj na świecie!

W okresie ostatnich kilku lat spożycie jaj wahało się w Meksyku wokół 380 jaj/mieszkańca. Producenci jaj uważali, że trudno będzie pokonać tę ilość, tym bardziej, że przeciętny mieszkaniec Meksyku tradycyjnie zjada nieco więcej niż jedno jajo dziennie. Jaja są spożywane przede wszystkim na śniadanie i są traktowane przez Meksykanów jako swego rodzaju „święty” rytuał, o którym nie można zapomnieć. Jaja stanowią “żelazną” pozycję w codziennym śniadaniu, niezależnie, czy jest to śniadanie spożywane w domu, czy też w restauracji. Pandemia COVID-19 spowodowała, że śniadanie jest od dwóch lat częściej zjadane w domu, ale to wcale nie przeszkadza w zachowaniu tradycji i zjadaniu codziennie przynajmniej jednego jaja.

Niezwykle wysokie spożycia jaj w Meksyku można częściowo wytłumaczyć znacznym wzrostem cen mięsa, także drobiowego, i dlatego – podobnie jak to się dzieje w innych południowoamerykańskich krajach – mieszkańcy nie posiadający znacznych dochodów chętniej kupują jako źródło białka zwierzęcego tańsze jaja aniżeli droższe mięso.

W Meksyku w 2021 r. utrzymywanych było ponad 172 mln kur niosek, a pogłowie to jest o 8,5% większe aniżeli jeszcze pięć lat temu. Producenci jaj w Meksyku zastanawiają się, czy takie wysokie spożycie jaj utrzyma się w najbliższych latach, czy też po chwilowym wzroście powróci do niedawnego poziomu 380-390 jaj/mieszkańca.


Wzmożona presja medialna (prasa, telewizja, radio, internet, portale społecznościowe itp.) prowadzona przez organizacje walczące o prawa dla zwierząt dociera codzienne do coraz szerszego grona konsumentów, którzy coraz częściej zaczynają zwracać uwagę na etykietowanie kupowanych produktów drobiarskich – mięsa drobiowego i jaj.

Niestety, nadal świadomość o warunkach dobrostanu drobiu jest wśród konsumentów znikoma, a wybór danego produktu wynika raczej z informacji mówiącej, że został on wyprodukowany w warunkach zbliżonych do naturalnych. Naturalnych, czyli zgodnie ze szkolnym wyobrażeniem, że kurczak wiejski z chowu przyzagrodowego jest lepszy od kurczaka z chowu fermowego, a jaja ściółkowe są lepsze od jaj z klatkowego chowu kur. Co więcej, w trakcie dokonywanego wyboru ważne jest też przekonanie, że kurczak z chowu przyzagrodowego jest z pewnością zdrowszy, mniej szkodliwy i bardziej wartościowy pod względem zawartych w nim składników pokarmowych aniżeli kurczak z przemysłowego chowu fermowego, podobnie jak jaja ściółkowe od jaj klatkowych.

Do tego w trakcie prowadzonej kampanii na rzecz obrony praw zwierząt od czasu do czasu opinia społeczna wstrząsana jest reportażami telewizyjnymi ujawniającymi okrucieństwo właścicieli kurników wobec kurcząt czy kur. Przypadki zachowań skrajnie różniących się od tych przyjętych za normalne zdarzają się w każdej dziedzinie naszego życia. Raczej nikt nie dąży do zakazu używania samochodów z powodu brawurowej jazdy niektórych kierowców i licznych śmiertelnych wypadków na drogach, bezwzględnego zakazu palenia papierosów z powodu licznych milionowych zgonów z tego powodu czy zakazu posiadania psów czy kotów z powodu przypadków czyjegoś okrucieństwa. A tak na marginesie, czy ktokolwiek mówi o dobrostanie psów i kotów?

W sytuacji silnego naporu organizacji broniących praw zwierząt coraz częściej podnoszone są głosy, aby przedstawiciele przemysłu drobiarskiego zdecydowanie aktywniej włączyli się w medialne wyjaśnianie zasad dobrostanu kurcząt brojlerów, indyków i kur niosek i starali się uświadomić potencjalnym konsumentom drobiu i jaj na czym polega dobrostan, jak jest wdrażany i kontrolowany i jakie są właściwie różnice między kurczakiem z chowu przyzagrodowego i fermowego oraz jakie są różnice między jajami zniesionymi przez kury utrzymywane na ściółce od tych, które znoszą kury w klatkach.    


W Brazylii spożycie jaj w przeliczeniu na jednego mieszkańca wzrosło o 35,2% w okresie ostatnich pięciu lat: z 190 jaj/mieszkańca w 2016 r. do prawie 260 jaj/mieszkańca w 2021 r.


Szczególnie wyraźny wzrost miał miejsce w 2020 r., kiedy to spożycie jaj wzrosło aż o 21 jaj/mieszkańca! Głównym powodem wzrostu spożycia jaj w Brazylii w 2020 r. był kryzys ekonomiczny wywołany pandemią COVID-19, wzrost bezrobocia (z 11,1% w 2016 r. do 14,9% w 2020 r.) oraz spadek dochodów mieszkańców, a jaja wobec znacznie droższego mięsa okazały się stosunkowo tanim źródłem białka zwierzęcego.

W 2021 r. w Brazylii zostało wyprodukowanych 54,97 mld jaj, z czego 99,5% pochłania rynek wewnętrzny. Niewielki eksport (ok. 200 mln jaj/rocznie) skierowany jest do 82 krajów na całym świecie, przy czym najwięcej brazylijskich jaj importują Zjednoczone Emiraty Arabskie (61%) i Japonia (10%). Chociaż eksport jaj nie może równać się do olbrzymiego eksportu brazylijskiego mięsa drobiowego, to warto zauważyć, że w 2020 r. uzyskano wzrost eksportu jaj aż o 104,6% w porównaniu do eksportu w 2019 r.

Niestety, podobnie jak w innych krajach producenci jaj w Brazylii zmagają się z wysokimi kosztami produkcji, głównie pasz. Cena soi wzrosła od 2015 r. o 140%, natomiast kukurydzy nawet o 200%. Do tego dochodzą wyższe koszty pakowania, transportu i energii.

Również polscy producenci drobiu i jaj alarmują ministerstwo rolnictwa, aby podjęło odpowiednie przedsięwzięcia, których celem powinno być zabezpieczenie ferm w gaz i węgiel, których zaczyna na rynku brakować. Brak źródeł ogrzewania grozi wstrzymaniem produkcji kurcząt brojlerów i jaj, a w dalszej kolejności bankructwem wielu ferm; wstrzymanie produkcji i sprzedaży zakłóci płynność finansową oraz uniemożliwi spłacanie kredytów.

Niewielkim pocieszeniem jest z pewnością wiadomość o spadku o ok. 2% notowań cen pszenicy i kukurydzy na giełdach w Paryżu i Chicago, które wcześniej wzrosły po niespodziewanym zawieszeniu eksportu pszenicy przez rząd Indii.

Generalnie wśród producentów drobiu i jaj na całym świecie panuje wysoka niepewność co do dalszego przebiegu inflacji i zakłóceń w łańcuchach dostaw. M.in. w portach egipskich stoi kilkaset nierozładowanych kontenerów z polskimi jabłkami, za które importerzy z Egiptu nie mogą zapłacić, bo egipskie banki wstrzymały wymianę funtów egipskich na dewizy potrzebne bardziej w tej chwili – wg egipskiego rządu – na import pszenicy, zboża chlebowego.


Z niepokojem wiele krajów na świecie stara się ustrzec przed brakiem żywności, jakie spowodowała wojna na Ukrainie i zaprzestanie eksportu pszenicy, kukurydzy i olejów z czarnomorskich portów. Aby przywrócić dawny poziom produkcji rolniczej (roślinnej i zwierzęcej) na Ukrainie, przede wszystkim muszą tam ustać działania wojenne, a na dzisiaj nie ma żadnej szansy, aby w stosunkowo krótkim okresie czasu tak się stało, a jeśli by nawet ustały działania wojenne (zawieszenie walk), to brak jest na razie jakiejkolwiek propozycji zawarcia porozumienia pokojowego między walczącymi państwami (całkowite czy częściowe wycofanie rosyjskich wojsk z terenów Ukrainy), które pozwoliłoby na odbudowę ukraińskiego rolnictwa i jego powrót do niedawnego poziomu produkcji i eksportu. Wprawdzie światowe banki zapowiadają pomoc finansową, niektóre państwa również deklarują udział w tej odbudowie, ale to ciągle tylko zapowiedzi…

Jednocześnie rządy wielu krajów stara się zapobiec utracie bezpieczeństwa żywnościowego swoich mieszkańców spowodowanego niesłabnącą inflacją i rosnącymi cenami żywności. Rośnie liczba ludzi, którzy z braku środków finansowych nie mogą kupić jedzenia. Walkę z taką sytuacją podjął rząd w Meksyku, który wydał dekret o całkowitym zawieszeniu taryf i ceł importowych na okres jednego roku na import schłodzonego i mrożonego mięsa drobiowego (tuszki kurcząt oraz elementy).

Meksyk jest drugim pod względem wielkości producentem drobi wśród państw Ameryki Łacińskiej i zajmuje siódme miejsce na świecie; w 2021 r. wyprodukowano 1,83 mld kurcząt brojlerów. Jednak dla pełnego zaspokojenia krajowego popytu Meksyk importuje ok. 18% potrzebnego mięsa drobiowego, głównie z USA, ale także z Brazylii i Chile. Opublikowany 16 maja dekret spowoduje znaczący wzrost importu mięsa drobiowego, głównie z Brazylii, a tym samym może spowodować spadek cen skupu kurcząt produkowanych w meksykańskich fermach i utratę opłacalności produkcji.

W Meksyku rozpoczęła się z tego powodu burzliwa dyskusja, czy podjęte przez rząd decyzje o pełnej liberalizacji importu mięsa drobiowego rzeczywiście przyniosą oczekiwane polepszenie sytuacji gorzej finansowo sytuowanych mieszkańców Meksyku, czy też niewiele poprawią ich bezpieczeństwo żywnościowe, ale za to spowodują poważne problemy meksykańskich producentów kurcząt brojlerów?

Protekcjonizm czy liberalizm w żywnościowej gospodarce? Indie zakazały eksportu pszenicy, Meksyk otwiera się na nieograniczony import mięsa drobiowego… Dawno już świat nie stawał przed tak trudnymi problemami!


Wobec ryzyka utraty bezpieczeństwa w zakresie wyżywienia swoich obywateli rząd Indii podjął w piątek 13 maja br. decyzję wprowadzającą całkowity zakaz eksportu pszenicy. Jest to pierwsza tego typu decyzja rządowa na świecie mająca olbrzymie znaczenie geostrategiczne w zakresie globalnego bezpieczeństwa żywnościowego. Jeszcze nie tak dawno temu rząd Indii wyrażał gotowość do eksportu pszenicy w celu uchronienia mieszkańców niektórych regionów świata przed widmem braku chleba w sytuacji braku eksportu pszenicy ukraińskiej i rosyjskiej z powodu wojny w obszarze Morza Czarnego.

Decyzja wywołała natychmiastową reakcję na światowych giełdach zbożowych: ceny pszenicy w Chicago (CBoT) i Paryżu (MATIF) w kontraktach terminowych wzrosły o ponad 5%, przy czym cena pszenicy w ciągu ostatniego roku wzrosła na giełdzie MATIF o ponad 100%, a na giełdzie CBoT o ponad 71%.

Warto zwrócić uwagę, że cena pszenicy wynosiły 24 lutego na giełdach CBoT 340 USD/t i MATIF 316 €/t, 7 marca 523 USD/t (CBoT) i 422 €?t (MATIF, po czym spadła 4 kwietnia do 371 USD/t (CBoT) i 363 €?t (MATIF), aby ponownie wzrosnąć 16 maja po decyzji rządu Indii do 458 USD/t (CBoT) i 438 €/t (MATIF). Jeszcze miesiąc temu (pierwsza połowa kwietnia) wydawało się, że sytuacja będzie się stabilizowała, ale nagła decyzja Indii może spowodować bardzo groźny efekt domina.

Decyzję Indii skrytykowali ministrowie rolnictwa państw G7 w trakcie sobotniego 14 maja spotkania w Stuttgarcie twierdząc, że jeśli państwa zaczną nakładać administracyjne ograniczenia w eksporcie produktów rolnych, to trwający obecnie kryzys żywnościowy może pogłębić się do niespotykanych rozmiarów. Największe problemy z powodu braku możliwości importu pszenicy mogą mieć kraje Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, dotychczasowi główni importerzy pszenicy z Ukrainy i Rosji.


Rosnące ceny surowców paszowych i energii w sytuacji, gdy sieci handlowe domagają się zachowania warunków cenowych zgodnie z wcześniej zawartymi umowami powodują, że produkcja mięsa drobiowego i jaj staje się coraz mniej opłacalna. Malejący zysk, a często wręcz jego brak, przyczynia się do szybkiej utraty płynności finansowej. Producentom drobiu i jaj po prostu zaczyna brakować środków finansowych do bieżącego zakupu pasz i regulowania należności za energię (prąd, gaz, paliwa). Trudną sytuację właścicieli ferm drobiowych dodatkowo pogarszają rosnące odsetki od kredytów, a proponowane wsparcie rządowe dla kredytobiorców w niewielkim stopniu i raczej w krótkim zaledwie okresie pomoże rozwiązać powstające problemy.

O tym, że z podobnymi problemami zmagają się producenci drobiu i jaj także w innych krajach UE, informują media. W Chorwacji niektórzy z producentów jaj oświadczyli, że w sytuacji niekończących się podwyżek cen zbóż i energii nie są w stanie kontynuować dotychczasowej produkcji. W W. Brytanii 18% producentów jaj potwierdziło, że definitywnie zakończyło swoją produkcję, podczas gdy więcej niż 70% producentów jest gotowa zakończyć swoją produkcję, jeśli ceny zbóż i energii będą nadal wzrastały w dotychczasowym tempie, a ceny sprzedaży nie będą pokrywały rosnących kosztów.

Niestety, ale trudną sytuację producentów drobiu i jaj dodatkowo pogarszają sieci handlowe, które chcąc nadal oferować żywność po stosunkowo niskich i konkurencyjnych cenach, nie uwzględniają w wystarczającym stopniu podczas zakupu mięsa drobiowego i jaj rosnących kosztów produkcji.

Podczas prób renegocjacji dotychczasowych umów handel w jakimś stopniu wykorzystuje również nadprodukcję mięsa drobiowego i jaj zmuszając producentów do sprzedaży swoich produktów po cenach nie gwarantujących opłacalności. Trwanie w dłuższej perspektywie czasu w takiej zależności może doprowadzić do wycofania się niektórych producentów drobiu i jaj z produkcji.


Amerykański Narodowy System Monitorowania Lekooporności Drobnoustrojów NARMS, podający informacje pochodzące z FDA, USDA i CDC, twierdzi na podstawie wyników badań przeprowadzonych w ostatnim czasie, że niepokojąco wzrasta lekooporność niektórych szczepów bakterii chorobotwórczych Salmonella i Campylobacter.

Tom Vilsac, sekretarz ds. rolnictwa w amerykańskim rządzie stwierdził w październiku ub.r., że rocznie w USA ponad 1 mln ludzi ulega zakażeniu bakteriami Salmonella, przy czym prawie 25% tych zakażeń spowodowanych jest spożyciem produktów drobiowych; najwięcej zakażeń spowodowanych jest spożyciem świeżych warzyw i owoców, zwłaszcza sałaty.

W związku z dużą ilością przypadków salmonellozy spowodowanej spożyciem produktów drobiarskich Departament Rolnictwa USA wprowadził szczególnie restrykcyjne procedury kontroli mikrobiologicznej w zakładach produkcji drobiarskiej oraz fermach drobiu, które są traktowane jako pierwotne źródło skażeń bakteriami Salmonella.

O tym, że bakterie Salmonella stanowią ciągle niebezpieczeństwo zatrucia pokarmowego także w Polsce, świadczą ostatnie ostrzeżenia podane przez Główny Inspektorat Sanitarny. Na podstawie przeprowadzonych badań przez Państwową Inspekcję Sanitarną na początku maja br. zostały wycofane ze sprzedaży roladki devolay z kurczaka z nadzieniem o smaku maślano-czosnkowym, w których stwierdzono obecność bakterii Salmonella.

Wcześniej, na początku kwietnia br. z tego samego powodu wycofano ze sprzedaży świeży filet z piersi kurczaka oraz świeżą ćwiartkę; obecność bakterii Salmonella wykryto w tuszkach kurcząt, z których wyprodukowano powyższe elementy drobiowe. W tym samym czasie ze sprzedaży wycofano także Hamburger drobiowy classic, w którym wykryto obecność bakterii Salmonella.

Zakażenia pokarmowe u ludzi spowodowane obecnością bakterii chorobotwórczych są szczególnie niebezpieczne w sytuacji, gdy dochodzi do zakażenia lekoopornymi szczepami tych bakterii. Leczenie staje się wówczas utrudnione i najczęściej wymaga hospitalizacji. Służby sanitarne zalecają ostrożność w trakcie przygotowywania potraw, zwłaszcza starannej i dokładnej obróbki cieplnej.


Na wspólnym posiedzeniu sejmowych Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Komisji Zdrowia posłowie zapoznali się z informacjami Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Klimatu i Środowiska dotyczącymi wpływu ferm przemysłowych na zdrowie ludzi.

Minister rolnictwa poinformował, że zgodnie z załącznikiem do Rozporządzenia Ministra Środowiska z 27 sierpnia 2014 r. (Dz.U. z 2014, poz. 1169, pkt. 6, ust. 8) instalacjami drobiarskimi mogącymi powodować znaczne zanieczyszczenie poszczególnych elementów przyrodniczych albo środowiska jako całości są instalacje do chowu lub hodowli drobiu posiadające więcej niż 40 tys. stanowisk. Instalacje takie można określić jako przemysłowe (także wielkoprzemysłowe lub wielkotowarowe), ponieważ prawodawca uznał, że ze względu na skalę produkcji wpływ takich ferm na środowisko jest znaczący i dlatego podlegają one kontroli Inspekcji Weterynaryjnej. Bezpośredni nadzór sprawują Powiatowi Lekarze Weterynarii, którzy przeprowadzają kontrolę w zakresie przestrzegania przepisów ustawy o ochronie zwierząt, ustawy o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt oraz ustawy o paszach. Zgodnie z obowiązującymi przepisami Inspekcja Weterynaryjna jest zobowiązana do skontrolowania co najmniej 5% ferm przemysłowych drobiowych w ciągu roku (ok. 100 ferm).

Minister Zdrowia poinformował, że w ramach nadzoru sanitarnego organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej zobowiązane są do przeprowadzenia oceny oddziaływania planowanych instalacji drobiarskich na środowisko, szczególnie instalacji typu fermy przemysłowe, ze względu na znaczące ich oddziaływanie na środowisko. Fermy przemysłowe mogą stanowić także potencjalne zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi, szczególnie w przypadku ferm usytuowanych bezpośrednio w sąsiedztwie zabudowy mieszkaniowej. Instytut Medycyny Pracy wskazuje na poniższe czynniki ryzyka zdrowotnego dla ludzi zamieszkujących w pobliżu ferm przemysłowych:

·     emisja bioaerozolu (pyły, mikroorganizmy patogenne),

·     nasilenie transportu (zawyżona emisja spalin),

·     obecność w ogólnej puli flory bakteryjnej patogenów odzwierzęcych, w tym szczepów antybiotykoopornych i lekoopornych,

·     odory i gazy cieplarniane,

·     odchody zwierzęce.

W zakresie zapobiegania wystąpienia chorób zakaźnych przenoszonych ze zwierząt na ludzi i odwrotnie warto podkreślić ścisłą współpracę Państwowej Inspekcji Sanitarnej i Inspekcji Weterynaryjnej. Zakres tej współpracy określa Rozporządzenie Ministra Zdrowia z 15 stycznia 2013 r. (Dz.U. z 2013 r., poz. 160).

W informacji Ministerstwa Klimatu i Środowiska podano, że Inspekcja Ochrony Środowiska przeprowadziła w 2020 r. kontrolę 792 instalacji na 242 fermach drobiu. Najwięcej (70%) skarg wpływających do IOŚ dotyczy uciążliwości odorowej ferm przemysłowych. Ciągle jednak brak jest ustawowych przepisów dot. odorów, które pomogłyby rozwiązać problem uciążliwości odorowej.


W obszernym wywiadzie Bart-Jan Oplaat, były właściciel fermy drobiu, a obecnie od kilku miesięcy prezes w Dutch Poultry Union, przedstawia aktualny stan drobiarstwa w Niderlandach. Drobiarstwo w tym kraju uległo poważnym zmianom w ciągu ostatnich dwudziestu lat, przede wszystkim pod względem konsolidacji produkcji. Poważnym stymulatorem zachodzących zmian jest konsekwentnie realizowana od wielu lat przez kolejne rządy tego kraju polityka odchodzenia od wysokiej produkcji zwierzęcej na rzecz przywracania naturalnego środowiska nieskażonego odchodami i odorem przemysłowych wielkotowarowych ferm.

W 2020 r. w Niderlandach znajdowało się 637 ferm kurcząt brojlerów o średniej obsadzie 77,3 tys. kurcząt/fermę, podczas gdy w 2000 r. tych ferm było 1094, a średnia obsada wynosiła 46,6 kurcząt/fermę. Oznacza to, że przez 20 lat liczba ferm zmniejszyła się prawie o 42%. Zmniejszyła się też ilość miejsc do tuczu kurcząt (pogłowie); jednorazowo w niderlandzkich fermach w 2000 r. można było odchować prawie 62 mln kurcząt, natomiast w 2020 r. nieco ponad 49 mln kurcząt.

Zmniejszyła się też liczba ferm kur niosek z 2076 w 2000 r. do 736 w 2020 r.; przy czym średnia obsada wzrosła z 15,7 tys. kur niosek/fermę w 2000 r. do 43,5 tys. kur/fermę w 2020 r., przy czym ilość kur niosek ogółem praktycznie nie uległa zmianie w ciągu ostatnich dwudziestu lat (ok. 32 mln kur niosek).

Największym zagrożeniem dla niderlandzkiego drobiarstwa jest dalsza redukcja produkcji i wzrost importu zarówno mięsa drobiowego, jak i jaj. Obawy te panują wśród właścicieli ferm, którzy w ostatnich latach chcąc sprostać polityce rządu i UE w zakresie dobrostanu i obniżenia śladu węglowego zainwestowali sporo środków finansowych w modernizację swoich ferm, a mogą być przymuszeni do zaniechania dalszej produkcji na rzecz importu mięsa i jaj z krajów, w których właściciele ferm nie muszą modernizować swojej produkcji.


Zdjęcie oferty Black Friday 2022

Bieżący numer