Aktualności

Wg danych MRiRW zawartych w Biuletynach ZSRIR mniej więcej od połowy maja br. cena skupu kurcząt brojlerów w Polsce utrzymuje się na stosunkowo wysokim poziomie i wynosi średnio 4,00-4,10 zł/kg żywca (w lipcu br. przekraczała nawet 4,25 zł/kg). Obecnie obserwuje się niewielki spadek cen skupu kurcząt, ale jest to nadal średnia cena na poziomie 4,00 zł/kg (nieco wyższa w regionach zachodnim i północnym).

W porównaniu do średniej ceny skupu kurcząt brojlerów w 2020 r. obecna cena jest wyższa o ok. 25%, a w porównaniu do ceny z marca/kwietnia ub.r. wyższa o blisko 40% (średnia cena skupu kurcząt brojlerów w tym czasie wynosiła ok. 2,90-3,10 zł/kg i była najniższa w okresie ostatnich ponad dwóch lat). Może więc wydawać się, że obecny okres jest korzystny dla producentów kurcząt i przynosi im oczekiwaną od dłuższego czasu poprawę opłacalności.  

Głównym czynnikiem kosztotwórczym w chowie kurcząt brojlerów jest zakup paszy. Średnia cena netto sprzedaży mieszanek paszowych pełnoporcjowych dla kurcząt brojlerów wzrosła w okresie od października 2020 r. do lipca br. z 1450 zł/tonę (starter 1669 zł/tonę, grower/finiszer 1364 zł/tonę) do ponad 1700 zł/tonę (starter 1940 zł/tonę, grower/finiszer 1662 zł/kg), czyli o ponad 17%.

Za jeden kg sprzedanego kurczaka w lipcu ub.r. producent mógł zakupić ok. 2,3 kg mieszanki pełnoporcjowej (cena skupu kurcząt 3,30 zł/kg, cena sprzedaży paszy 1450 zł/tonę), natomiast w lipcu br. za jeden kg sprzedanego kurczaka producent mógł zakupić ok. 2,5 kg mieszanki pełnoporcjowej (cena skupu kurcząt 4,30 zł/kg, cena sprzedaży paszy 1700 zł/tonę).

Wynika z tego, że wyższy przychód ze sprzedaży kurcząt został po prostu „zjedzony” przez droższe pasze, a oczekiwana poprawa opłacalności chowu kurcząt brojlerów okazała się jedynie chwilowym złudzeniem. Warto podkreślić, że również w przemyśle paszowym nie poprawiła się opłacalność produkcji, bo ceny surowców wzrosły w większym stopniu niż ceny pasz.

Jeśli tendencja spadkowa cen skupu kurcząt utrzyma się w najbliższych tygodniach, a przemawia za tym obserwowany spadek cen sprzedaży mięsa drobiowego, to opłacalność produkcji kurcząt brojlerów nie poprawi się i może nawet powrócić do tego samego poziomu jak w ub.r.  


Możliwość zbytu mięsa drobiowego na rynku krajowym i w eksporcie stanowi główny problem polskiej branży drobiarskiej. Jesteśmy największym producentem kurcząt brojlerów w UE, ale fakt ten wcale nie ułatwia życia zarówno hodowcom, jak i ubojniom oraz przetwórniom.

Wręcz przeciwnie! Oprócz bowiem zmagania się z ograniczeniami spowodowanymi pandemią COVID-19, głównie poprzez trwające prawie półtora roku zamknięcie sektora HoReCa, czy ptasią grypą ograniczającą eksport do krajów pozaunijnych, musimy walczyć na europejskim rynku z drobiem importowanym z krajów spoza UE.

Organizatorzy produkcji kurcząt brojlerów w Polsce oczekują ponadto wsparcia finansowego zarówno ze strony UE, jak i budżetu krajowego, w system magazynowania nadwyżek produkcyjnych, dzięki czemu możliwe byłoby bardziej optymalne gospodarowanie produkowanym mięsem drobiowym, zwłaszcza w okresach utrudnionego zbytu.

W tej sytuacji coraz częściej pojawiają się głosy wskazujące na pilną potrzebę opracowania całościowej strategii produkcji kurcząt brojlerów w Polsce, będącej swego rodzaju porozumieniem hodowców, producentów i administracji państwowej. Przyjęta strategia powinna opierać się na systemie obowiązkowych partnerskich umów kontraktacyjnych, na powszechnych, niezbyt kosztownych i wspieranych przez budżet (częściowo zamiast kosztownych odszkodowań) ubezpieczeniach produkcji drobiarskiej oraz na narodowej strategii uruchamiania nowych ferm i standardów dobrostanu zwierząt. Powodzenie wdrożenia tak wypracowanej strategii będzie zależało także od przeprowadzenia koniecznej reformy polskiej służby weterynaryjnej.


Od wielu lat dzieje się tak, że co pewien czas przemysł drobiarski zmaga się z rosnącymi cenami pasz i zmuszony jest podejmować działania pozwalające przywrócić utraconą z tego powodu dotychczasową opłacalność. Można więc powiedzieć, że inaczej jak w przypadku nieznanego wcześniej negatywnego wpływu ograniczeń spowodowanych pandemią COVID-19, zarówno żywieniowcy, jak i technolodzy spotkali się już wcześniej z podobną sytuacją.

Z pewnością nowością dla nich, zwłaszcza w krajach rozwiniętych, jest wymuszone przez konsumentów i przedstawicieli ruchów dążących do zahamowania zmian klimatycznych nasilone odchodzenie od stosowania antybiotyków w chowie drobiu oraz poszukiwanie rozwiązań prowadzących do bardziej zrównoważonej produkcji.

Organizatorzy produkcji drobiu starają się walczyć z rosnącymi cenami pasz w różny sposób. Wielu po prostu dąży do ograniczenia kosztów produkcji, które oczywiście dla utrzymania opłacalności są kwestią podstawową, natomiast inni podchodzą do problemu w sposób bardziej holistyczny, obejmujący więcej aspektów produkcji. Twierdzą przy tym, że skupienie się wyłącznie na ograniczaniu kosztów nie jest najlepszym rozwiązaniem.

Starają się m.in. lepiej wykorzystać środki finansowe zaangażowane w produkcję, poprawić wydajność pracy czy skuteczniej zadbać o zdrowie drobiu, opierając się coraz częściej na informacjach uzyskiwanych z baz danych, które bardziej precyzyjnie wskazują na elementy istotne w procesie optymalizacji opłacalności produkcji. Bardzo ważnym elementem w procesie polepszenia opłacalności produkcji drobiarskiej jest innowacyjność w zakresie jakości oferowanych produktów i wyrobów dotychczasowym konsumentom oraz zdobywanie nowych rynków zbytu/eksportu.  


Przedstawiciele branży drobiarskiej w Polsce przestrzegają przed negatywnym wpływem ewentualnych zmian w europejskim prawodawstwie na proces chowu drobiu. Zainicjowana przez aktywistów obrony praw zwierząt akcja „uwolnienia kur z klatek” znalazła pozytywny oddźwięk w gremiach Komisji Europejskiej, która postanowiła dokonać przeglądu obowiązującego prawa w zakresie dobrostanu i zaproponować zmiany, które m.in. będą zabraniały utrzymywania zwierząt w klatkach, dokonywania niektórych zabiegów (np. przycinanie dziobów nioskom) oraz zapewniały większą powierzchnię przypadającą na jednego ptaka (kurczęta brojlery, indyki czy nioski). Zmiany te mają również zapewnić bardziej zrównoważone korzystanie ze środowiska naturalnego.

W opinii ekspertów proponowane zmiany nie przyniosą oczekiwanych rezultatów, a zamiast tego spowodują potrzebę nowych kosztownych inwestycji, wzrost kosztów produkcji, mniejszą wydajność i tym samym spadek opłacalności, a co za tym idzie wzrost cen sprzedaży mięsa drobiowego i jaj. W efekcie znacząco może spaść konkurencyjność europejskiego drobiarstwa w stosunku do krajów spoza UE, które nie będą musiały wdrażać proponowanych przez KE przepisów.

Przedstawiciele przemysłu utylizacyjnego i paszowego studzą chwilowy entuzjazm, jaki wywołała decyzja KE, która swoim Rozporządzeniem z 18 sierpnia br. zezwoliła na krzyżowe wykorzystanie mączek zwierzęcych w produkcji pasz dla drobiu i trzody chlewnej pod warunkiem, że nie nastąpi skarmianie pasz zawierających mączki drobiowe przez drób lub pasz zawierających mączki trzodowe przez świnie (eliminacja kanibalizmu).

Wg ekspertów wdrożenie postanowienia KE do praktyki przemysłowej będzie wymagało znaczących i kosztownych zmian technologicznych i logistycznych nie tylko w odrębnym procesie utylizacji (oddzielne zbieranie, transport i przetwarzanie) odpadów zwierzęcych drobiowych lub trzodowych wyłącznie III kategorii, ale także kosztownych zmian w wytwórniach pasz, np. konieczność instalacji odrębnych linii technologicznych do produkcji pasz dla drobiu i trzody chlewnej.

Stosunkowo niewielka ilość odpadów III kategorii i wysoki koszt ich wykorzystania wg nowych przepisów stawia pod znakiem zapytania opłacalność proponowanego przedsięwzięcia, także pod względem zastąpienia importowanej śruty sojowej w paszach dla drobiu i świń.


Produkcja mięsa drobiowego w Polsce (liczona w tys. ton) po zawirowaniach związanych z pandemią COVID-19 i zakażeniami wirusem ptasiej grypy ustabilizowała się na nowym nieco niższym poziomie. W II kw. br. wyprodukowano o 10% mniej mięsa drobiowego aniżeli w I kw.; spadek o 73 tys. ton. W porównaniu do II kw. ub.r. produkcja była mniejsza o 57 tys. ton (spadek o 8%), przy czym produkcja w II kw. ub.r. wzrosła o 5% w porównaniu do I kw. ub.r., zupełnie inaczej aniżeli w br.

Cena skupu kurcząt brojlerów wzrosła w okresie grudzień 2020 r./czerwiec 2021 r. o 35%, natomiast indyków aż o 54%, przy czym w sierpniu br. ceny skupu kurcząt brojlerów ustabilizowały się na poziomie średnio 4,2 zł/kg żywca, natomiast ceny skupu indyków spadły o 22% i wynoszą w połowie sierpnia br. średnio 5,1 zł/kg (podobnie jak na początku lutego br.).

Wyższe ceny skupu oraz mniejsza podaż wpłynęły na wzrost cen sprzedaży mięsa drobiowego, zarówno w kraju, jak i w eksporcie, dzięki czemu przychód (i zysk) firm drobiarskich w zasadzie nie obniżył się. Ale wg opinii ekspertów sytuacja ta nie jest zbyt korzystna dla polskiego przemysłu drobiarskiego, ponieważ z tego powodu słabsza jest cenowa konkurencyjność mięsa drobiowego wobec wieprzowiny, zarówno na rynku krajowym, jak i europejskim (w III kw. br. obserwuje się nadprodukcję wieprzowiny w UE z powodu mniejszego importu przez Chiny), a także wobec tańszego mięsa drobiowego importowanego do UE z krajów pozaeuropejskich (Brazylia, Ukraina, Tajlandia).

Eksperci rynku drobiarskiego sygnalizują, że bardzo poważnym zagrożeniem dla dalszej stabilizacji produkcji mięsa drobiowego w Polsce mogą być w najbliższej przyszłości przede wszystkim ograniczenia wynikające z nadchodzącej na świecie czwartej fali pandemii COVID-19 (powstrzymanie turystyki, lockdown sektora HoReCa) i wynikające z tego trudności eksportu nadwyżki produkowanego w Polsce mięsa drobiowego.  


Częściowe lub nawet całkowite zastąpienia poekstrakcyjnej śruty sojowej SBM i białkowych preparatów z nasion soi HIPRO alternatywnymi surowcami białkowymi w paszach dla drobiu i innych zwierząt jest od wielu lat przedmiotem intensywnych badań i wzmożonej dyskusji w krajach UE. Problem pojawił się w styczniu 2001 r. po wprowadzaniu przez władze UE zakazu stosowania przetworzonych surowców pochodzenia zwierzęcego (mączki zwierzęce) w gotowych mieszankach paszowych i wynikającego z tego znacznego wzrostu importu soi i śruty sojowej.

Dość szybko pojawiła się w UE propozycja powrotu do wykorzystania mączek zwierzęcych jako surowca paszowego i częściowego zastąpienia w ten sposób importowanej SBM, ale pod warunkiem wykluczenia możliwości kanibalizmu, tzn. skarmiania mączek drobiowych przez drób lub mączek trzodowych przez świnie. Niestety, do dzisiaj nie udało się opracować i wdrożyć w praktyce skutecznego sposobu zachowania tej zasady.

W ostatnich latach problem zastąpienia SBM w paszach ponownie zintensyfikował się w UE po tym, gdy okazało się, że można w ten sposób lepiej zaspokoić problem zrównoważenia produkcji rolniczej, zmniejszyć tzw. ślad węglowy oraz ograniczyć deforestację (wylesianie) Brazylii, a ostatnio przeciwstawić się niespodziewanemu wzrostowi cen soi na światowych rynkach spowodowanej pandemią COVID-19.

Bardzo dobrym przykładem paszy bez udziału śruty sojowej jest propozycja wyprodukowania mieszanki paszowej dla kur niosek, zawierającej jako źródła białka paszowego poekstrakcyjne śruty z nasion rzepaku i z nasion słonecznika, gluten kukurydziany oraz śrutę z nasion grochu. Rozpatrywane jest też wykorzystanie suszonych alg lub mączek z owadów. Niewielki dodatek aminokwasów syntetycznych świetnie poprawia zbilansowanie wartości pokarmowej białka w takich paszach.

Propozycja produkowania bezsojowych pasz dla kur niosek spotyka się z aprobatą tej części konsumentów jaj, którzy świadomie chcą wspierać programy przeciwdziałania nadmiernemu ocieplaniu się klimatu, zrównoważonej produkcji rolniczej czy wylesiania Brazylii.


Europejski przemysł drobiarski zmaga się z różnymi przeciwnościami. Nadprodukcja mięsa drobiowego w stosunku do konsumpcji własnej mieszkańców krajów UE i wynikająca z tego konieczność eksportu nadwyżki mięsa drobiowego do krajów pozaeuropejskich, import tańszego mięsa drobiowego z Brazylii, Ukrainy i innych krajów pozaeuropejskich, ograniczenia wynikające z potrzeby przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się koronawirusa COVID-19, spowolnienia szczepień przeciwko COVID-19, nowe ogniska zakażenia drobiu wysoce zjadliwym wirusem ptasiej grypy oraz stosunkowo wysokie ceny skupu/sprzedaży zbóż i importowanej poekstrakcyjnej śruty sojowej, a co za tym idzie, znaczący wzrost cen sprzedaży mieszanek paszowych.

Dodatkowo trochę niespodziewanie pojawiły się kłopoty z eksportem europejskiej wieprzowiny, która zamiast do Chin powędrowała do europejskich sklepów skutecznie konkurując z mięsem drobiowym.

Wiele z tych przeciwności jest szczególnie dokuczliwych w Polsce, gdzie produkcja mięsa drobiowego osiągnęła w ostatnich latach niebywałe rozmiary; Polska jest największym producentem mięsa drobiowego w UE. Producenci kurcząt brojlerów w Polsce, zachęceni postępującą dobrą koniunkturą, zainwestowali w infrastrukturę (budowę kurników wraz z ich wyposażeniem) znaczne środki finansowe, najczęściej pochodzące z kredytów zaciąganych w bankach, a przemysł odpowiednio zwiększył swoje moce przerobowe.

W wielu przypadkach producenci żywca wykorzystywali też efekt skali, czyli wielokrotnego zwiększania produkcji przy znacznie wolniej rosnących kosztach produkcji (uzbrojenie terenu, media, obsługa, transport itp.); najprościej mówiąc zamiast jednego kurnika o pow. 1000 m2 stawiano 10 kurników o pow. 2000 m2 każdy. Do pewnego stopnia zasada ta przynosi dodatkowy zysk, ale jednocześnie niebezpiecznie zwiększa się ryzyko nadprodukcji, wynikający z tego spadek cen skupu i postępująca utrata płynności finansowej.

Czy w nadchodzących miesiącach napięcia w produkcji mięsa drobiowego zmaleją? Trudno powiedzieć… Eksperci rynku drobiarskiego są ostrożni w prezentowanych prognozach i raczej powściągliwi w swoich ocenach.


Jeszcze kilkanaście dni temu wydawało się, że heroiczna walka producentów drobiu przy współudziale służb weterynaryjnych, zakładów utylizacyjnych, administracji państwowej i przemysłu drobiarskiego z lawinowo postępującymi zakażeniami kolejnych stad drobiu wysoce zaraźliwym wirusem ptasiej grypy HPAI w pierwszym półroczu br., głównie na terenie północnych powiatów województwa mazowieckiego, ale także w innych powiatach Polski, przyniesie możliwość ogłoszenia Polski jako kraju wolnego od ptasiej grypy, co pozwoli przywrócić eksport mięsa drobiowego, niezwykle ważnego elementu w dalszym sprawnym funkcjonowaniu polskiego przemysłu drobiarskiego.

Nadzieję na wyjście z trwającego wiele tygodni impasu dodatkowo wzmocniła decyzja Światowej Organizacji Zdrowia Zwierząt OIE z czerwca br., która skróciła niezbędny okres potrzebny na ogłoszenie danego kraju jako wolnego od ptasiej grypy z 3 miesięcy do 28 dni, licząc od ostatniej likwidacji zakażonego stada oraz zakończenia czyszczenia i dezynfekcji kurników w ognisku choroby. Ponieważ ostatnie 338 ognisko HPAI w Polsce zostało potwierdzone 28 czerwca, spodziewano się, że po uwzględnieniu niezbędnego czasu na czyszczenie i dezynfekcję ostatniej zakażonej fermy Polska zostanie ogłoszona w pierwszej połowie sierpnia br. jako kraj wolny od ptasiej grypy.

Niestety, w pierwszych dniach sierpnia zamiast ogłoszenia Polski jako kraju wolnego od ptasiej grypy, służby weterynaryjne potwierdziły zakażenie wirusem ptasiej grypy HPAI na fermie w Sadłowie, gm. Bieżuń (pow. żuromiński) ponad 50 tys. kur niosek, a wojewoda mazowiecki wytyczył obszar zapowietrzenia i zagrożenia. Wśród okolicznych drobiarzy powstała panika. Wprawdzie skarb państwa wypłacił już ponad 126 mln odszkodowań, ale dalsze wstrzymanie wstawień może spowodować bankructwo wielu ferm.

Czy uda się tym razem powstrzymać dalsze rozprzestrzenianie się zaraźliwego wirusa HPAI? Potrzebna jest restrykcyjna bioasekuracja, a dla jej wprowadzenia potrzebne jest rządowe wsparcie – twierdzi KRD-IG.   


Od wielu lat w krajach UE obowiązuje zakaz stosowania mączek zwierzęcych jako surowca paszowego. Ostatnio Komisja Europejska zaaprobowała propozycję dopuszczenia mączek zwierzęcych jako cennego surowca do produkcji pasz zastępującego w znacznej mierze importowaną spoza UE poekstrakcyjną śrutę sojową, ale pod pewnymi warunkami. Wcześniej, w oparciu o opinie ekspertów z EFSA i SCOPAFF propozycję przywrócenia stosowania mączek zwierzęcych w paszach dla drobiu, trzody chlewnej i bydła pozytywnie zaopiniował Parlament Europejski i Rada Europejska.

Obecnie ok. 40% wytwarzanych w krajach UE mączek zwierzęcych jest eksportowanych do krajów pozaeuropejskich, w których nie obowiązuje zakaz ich stosowania do produkcji pasz.

W produkcji pasz dla drobiu będzie można wykorzystywać mączki zwierzęce wyprodukowane wyłącznie z odpadów poubojowych pochodzących od trzody chlewnej, natomiast w produkcji pasz dla trzody chlewnej mączki wyprodukowane z odpadów poubojowych pochodzących od drobiu. W paszach dla bydła mogą być użyte mączki pochodzące wyłącznie od zwierząt nieprzeżuwających. Ma to zapobiec kanibalizmowi, czyli zjadaniu mączek drobiowych przez drób, trzodowych przez świnie.

Stella Kyriakides, europejski Komisarz ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności twierdzi, że decyzja KE jest całkowicie zgodna z proponowaną przez UE strategią „Od farmy do widelca” i gwarantuje zarówno właściwe zrównoważenie, jak i konkurencyjność europejskiego rolnictwa. 


Ochrona zdrowia kurcząt jest jednym z najważniejszych priorytetów nowoczesnego zarządzania fermą tuczu brojlerów. Tym bardziej trudną ze względu na obowiązujący program stopniowego zmniejszania ilości antybiotyków wykorzystywanych w chowie drobiu w celach profilaktycznych. Z tego powodu znacznie większym zainteresowaniem specjalistów stało się dbanie o właściwe, szeroko rozumiane środowisko w kurniku, optymalny program żywienia oparty na wysokiej jakość skarmianej paszy oraz znacznie bardziej restrykcyjne zasady bioasekuracji. Jednym z elementów tej nowej technologii chowu kurcząt brojlerów jest ściółka i jej jakość.

Okazuje się, że wielu producentów kurcząt brojlerów nie docenia w odpowiednim stopniu znaczenia parametrów ściółki jako ważnego elementu w zarządzaniu zdrowiem i wydajnością kurcząt. Kontrolując temperaturę, wilgotność i zakwaszenie ściółki można skutecznie wpływać na efektywność tuczu kurcząt brojlerów, dzięki czemu producent może osiągać dodatkowe korzyści.

Ściółka absorbuje wilgoć w kurniku, zmniejsza (izoluje) przenikanie chłodu z posadzki i stanowi ważny element zapewniający kurczętom komfort. Ściółka jest też środowiskiem, w którym bytuje ogromna ilość bakterii, wirusów, grzybów i insektów, które z powodzeniem wykorzystują do swojego rozwoju zawarte w ściółce nieorganiczne i organiczne związki azotu, fosforu i potasu. Wśród mikroorganizmów bytujących w ściółce są też drobnoustroje chorobotwórcze (patogeny).

Dbając o właściwą jakość ściółki możemy skutecznie kontrolować ilość znajdujących się w niej patogenów, a tym samym wpływać na stan zdrowotny kurcząt. Najważniejszymi parametrami jakości ściółki są w tym przypadku jej wilgotność, zakwaszenie (niskie pH) i temperatura. Parametry te są ściśle skorelowane z jakością środowiska w kurniku: wysoka zawartość wilgoci czy amoniaku w powietrzu w kurniku z powodu nieefektywnej wentylacji zdecydowanie negatywnie wpływa na jakość ściółki, a tym samym pogarsza warunki zdrowotności kurcząt. Zużyta i zbyt mała ilość materiału ściółkowego nie gwarantuje kurczętom wymaganej izolacji termicznej, a przedostające się bez przeszkód przez taką ściółkę zimno z posadzki stanowi silne źródło wychładzania ich organizmu.

Stąd aktualne staje się powiedzenie, że zanim zastosujesz leki (antybiotyki) w tuczu swoich kurcząt brojlerów, dokonaj starannego przeglądu ściółki. Ona może ci wiele ważnego powiedzieć…


Bieżący numer