Aktualności
08-08-2022
W ostatnich kilku latach niezwykle popularne stały się wszelkiego rodzaju porady specjalistów w zakresie diety i jej wpływu na nasze zdrowie. Chętnie słuchamy i czytamy tego rodzaju porady, a potem rozmawiamy o nich i niektóre z nich próbujemy wdrożyć do naszego codziennego życia. Co zresztą nie powinno dziwić, bo każdy z nas chce być zdrowszy i chce, by jego najbliżsi byli też bardziej zdrowi.Powiedzmy sobie szczerze: „Moda na zdrową dietę” przynosi bardzo wiele dobrego, bo chętnie pogłębiamy swoją wiedzę o tym, co jemy i jak to oddziałuje na nasze zdrowie, a kupując różne produkty staramy się dokładnie przeczytać skład wybranego produkty nie chcąc zaszkodzić swojemu zdrowiu, a wręcz przeciwnie – wspomóc to zdrowie. Osobną rolę w tym wszystkim odgrywają różne suplementy diety, ale to osobny rozdział „Mody na zdrowie”.Zapotrzebowanie na prozdrowotną żywność coraz chętniej wykorzystują producenci i restauratorzy. Oferują nam produkty, które swoim składem odpowiadają zaleceniom dietetyków, a chcąc zachęcić do ich kupowania i spożywania stosują różnego rodzaju zachęty. Jedną z najważniejszych i często stosowanych jest wykorzystywanie tradycyjnych nazw produktów żywnościowych do nowo wprowadzanych. Przykłady można mnożyć w nieskończoność…Uczestnicy i komentatorzy dietetycznej mody zaczynają zastanawiać się, jak daleko można posunąć się w wykorzystywaniu tradycyjnych nazw produktów żywnościowych do tych nowo oferowanych? Czy mleko sojowe to rzeczywiście mleko, czy roślinna parówka to rzeczywiście parówka, czy roślinny burger to rzeczywiście burger, czy roślinny kurczak to rzeczywiście mięso drobiowe itd., itd…Ostatnio przedmiotem takiej dyskusji w mediach stał się oferowany przez jednego z polskich producentów drobiu humus z udziałem mięsa z indyka. W nowym produkcie nie ma w ogóle ciecierzycy czy innych nasion roślin strączkowych, na bazie których wytwarzany jest tradycyjny humus. No cóż, przynajmniej na etykiecie jest napisane uczciwie, że jest to humus z udziałem mięsa indyczego i jeśli ktoś chce restrykcyjnie przestrzegać diety wegańskiej, to pewnie nie kupi takiego humusu.
05-08-2022
Zamieszanie z opłacalnością produkcji jaj w W. Brytanii pogłębia się. Sieci handlowe nie chcą skupować jaj od producentów utrzymujących kury nioski w systemach z wolnym wybiegiem w takiej cenie, która pozwalałaby zachować opłacalność tego sposobu chowu kur niosek, tłumacząc, że popyt na jaja z takiego chowu spada od wielu miesięcy.Konsumenci, pomimo prowadzonych kampanii reklamowych i medialnego poparcia dla ruchów dążących do uwolnienia kur z klatek, nie dostrzegają lepszych walorów zdrowotnych i jakościowych jaj produkowanych w systemie bezklatkowego chowu kur niosek, a argument, że jaja te pochodzą od „bardziej szczęśliwych” kur nie jest wystarczająco przekonujący na tyle dla wielu klientów, aby byli oni gotowi zapłacić więcej za takie jaja.Trudna sytuacja na brytyjskim rynku jaj nie jest niczym nowym, bowiem zmagania producentów jaj utrzymujących kury na fermach z wolnymi wybiegami trwają już od dobrych kilku lat. O nadpodaży tego rodzaju jaj w stosunku do popytu brytyjski handel informował już w 2018 r., kiedy to z powodu nadmiernej podaży cena jaj z wolnych wybiegów spadła o ponad 16% budząc zrozumiałą konsternację wśród zwolenników uwolnienia kur z klatek!Właściciele kurzych ferm z wolnymi wybiegami twierdzą, że koszty produkcji znacząco wzrosły w ostatnim czasie i chociaż handel podniósł nieco cenę zakupu jaj, to niewielki wzrost ceny skupu nie pokrywa kosztów produkcji. Jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, bardzo wielu ferm z wolnymi wybiegami zaprzestanie produkcji jaj.Czy w tej sytuacji powstaje w W. Brytanii groźba wzrostu importu tańszych jaj z krajów, w których produkcja jaj jest w znacznym stopniu nadal prowadzona przez fermy kur niosek utrzymywanych w klatkach? O tym, że ciągle nie tylko w krajach UE, ale także na świecie jest znaczące zapotrzebowanie na jaja z klatkowego chowu kur niosek świadczy cieszący się wysokim powodzeniem eksport jaj produkowanych w Polsce, gdzie ponad 75% kur niosek jest ciągle utrzymywanych w klatkach.
03-08-2022
Internetowy Newsowy serwis wypełniający trzy razy w tygodniu zakładkę „Aktualności” na stronie www.polskie-drobiarstwo.pl obchodzi mały Jubileusz. Dokładnie pięć lat temu na początku sierpnia 2017 r. został opublikowany w internecie pierwszy drobiarski News.Przez pięć lat przygotowaliśmy i opublikowaliśmy wspólnie z Redakcją czasopisma „Polskie Drobiarstwo” prawie 800 takich krótkich informacji o tym, co w danym tygodniu dzieje się w polskim i światowym drobiarstwie. Z przeprowadzonych badań wynika, że Newsy przegląda wielu internatów, a niektórzy z nich zamieszczają swoje komentarze. Bardzo nas to cieszy i zachęca do jeszcze lepszej pracy. Od prawie trzech lat miesięczne zestawienie najciekawszych Newsów jest też publikowane w czasopiśmie PD pod tytułem „Drobiarstwo w Polsce i na świecie”.A o czym donosiły te pierwsze Newsy przed pięcioma laty? O świetnej książce „Ilustrowany podręcznik o jajach” Ayuko Kashimori, szefowej działu R&D w japońskiej firmie Nabel Co. Ltd., o tym, że spożycie mięsa drobiowego w 2017 r. w Polsce powinno po raz pierwszy przekroczyć magiczną granicę średnio 30 kg/mieszkańca, o groźbie stresu cieplnego u kurcząt brojlerów i sposobach zapobiegania temu dyskomfortowi, o ściółce jako źródle energii w ukraińskich biogazowniach oraz o tym, że sieć Lidla w Portugalii zamierza całkowicie wyeliminować sprzedaż jaj z klatkowego chowu kur niosek.Dla przypomnienia – w sierpniu 2017 r.:kurczęta brojlery były skupowane w cenie średnio 3,45 zł/kg, indyki w cenie średnio 5,10 zł/kg,pszenicę można było kupić w cenie 650 zł/tonę (netto), natomiast kukurydzę w cenie 740 zł/tonę.     

Partnerzy

Zakup czasopisma