Aktualności

Brexit działa w dwie strony! Niezwykle czasochłonne, skrupulatne i obszerne kontrole sanitarne i fitosanitarne (SPS) tuszek kurczęcych i mięsa drobiowego eksportowanego przez brytyjskie firmy do krajów UE spowodowały począwszy od początku br. znaczny spadek wielkości eksportu, a tym samym także mniejsze przychody brytyjskich eksporterów. Są oni traktowani przez urzędy celne i kontroli granicznej jak kraje trzecie i dlatego podlegają specjalnej procedurze przewidzianej dla tych krajów przy imporcie żywności na teren UE.

Eksport brytyjskiego drobiu na europejski rynek w I kwartale br. był ogółem mniejszy o 69% w porównaniu do tego samego okresu w ub.r., przy czym wielkość eksportu mięsa z kurcząt brojlerów spadła o 62%, a wartość przychodów z tego tytułu była mniejsza o 67% (z 90 mln £ do 30 mln £).

W związku z tym Brytyjska Komisja ds. Drobiu (BPC) zwróciła się do działającej w ramach Brexitu Grupy Roboczej ds. Certyfikacji SPS z prośbą o pilne rozwiązanie powstałych problemów poprzez:

·        Przeprowadzenie negocjacji w sprawie przygotowanie porozumienia weterynaryjnego ze służbami UE w celu uproszczenia procedur obowiązujących w przypadku eksportu żywności i pasz z UK do UE i odwrotnie podczas importu żywności i pasz z UE do UK,

·        Poprawienie obowiązującego systemu w celu wyeliminowania zbędnej biurokracji, skróceniu niezbędnego czasu do przeprowadzenia kontroli, ograniczenia pomyłek i obniżenie kosztów kontroli. Usprawnienie powinno polegać m.in. na ograniczeniu ilości dokumentów w wersji papierowej i zastąpienie ich wersją elektroniczną (komputerową),

·        Przejrzenie zakresu wymagań związanych z kontrolą, jakie są obecnie niezbędne dla organów inspekcji sanitarnej i fitosanitarnej oraz uproszczenie wydawania pokontrolnego świadectwa zezwalającego UK na wwiezienie eksportowanego drobiu i mięsa drobiowego na teren UE.

Przedstawiciele brytyjskiego przemysłu drobiarskiego BPC w pełni doceniają potrzebę kontroli importowanej żywności z krajów trzecich na teren UE, ale proszą brytyjskie władze o przyspieszenie prac nad pełną implementacją unijnych przepisów i wymagań importowych w celu ułatwienia procedur związanych z eksportem żywności z UK do UE.

Warto podkreślić, że ok. 19% mięsa drobiowego (głównie tylnych ćwiartek) wytwarzanego w UK jest eksportowane, przy czym ok. 70% tego eksportu było w 2019 r. kierowane do krajów UE.


Na podstawie wyników badań laboratoryjnych w PIW-PIB w Puławach GLWet poinformował 29 czerwca br. o nowym ognisku HPAI nr 338 w Polsce w niekomercyjnym stadzie drobiu (106 szt. drobiu ) zakażonego wysoce zjadliwym podtypem H5N8 wirusa ptasiej grypy. Wokół gospodarstwa w Woli Prażmowskiej, gm. Prażmów (pow. piaseczyński, woj. mazowieckie), gdzie zlokalizowane było zarażone stado (drób został w całości ubity i poddany utylizacji), zostały ustanowione obszary zapowietrzony i zagrożony. Niestety, ognisko to opóźnia uznanie Polski za obszar wolny od wirusa ptasiej grypy, co nadal ogranicza możliwości eksportu mięsa drobiowego.

Warto podkreślić, że niecałe dwa tygodnie wcześniej 18 czerwca br. laboratorium w PIW-PIB w Puławach stwierdziło zakażenie wirusem ptasiej grypy stada 43 ptaków egzotycznych utrzymywanych w gospodarstwie w tej samej wsi Wola Prażmowska, gm. Prażmów. Już wówczas decyzją władz administracyjnych ustanowiono wokół tego gospodarstwa strefy zapowietrzoną i zagrożoną, co jednak nie uchroniło innego stada drobiu w tej wsi przed zakażeniem wirusem HPAI.

Jednocześnie trwa przywracanie sprawnego działania przemysłu drobiarskiego w Polsce po odwołaniu niektórych obostrzeń wynikających z programu przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się koronawirusa COVID-19 oraz praktycznie ustaniu pandemii wirusa ptasiej grypy HPAI, w wyniku której ubojowi i utylizacji poddano ponad 10 mln szt. drobiu, głównie w woj. mazowieckim i wielkopolskim.

Najpierw lockdown wielu gałęzi gospodarki w Polsce i UE, w tym głównie działu HoReCa oraz turystyki, spowodował w 2020 r. spadek sprzedaży i eksportu mięsa drobiowego oraz znaczny wzrost zapasów magazynowych, a potem na początku 2021 r. liczne ogniska HPAI i wynikająca z tego konieczność likwidacji milionów kur reprodukcyjnych, kurcząt brojlerów i indyków zakłóciły harmonogramy odbioru jaj wylęgowych, lęgów i wstawień piskląt oraz dostaw żywca, przez co rytmika produkcji drobiarskiej w Polsce uległa znacznemu zakłóceniu, a uczestnicy produkcji drobiarskiej ponieśli poważne straty.

Zarówno zakłady drobiarskie, jak i producenci jaj i drobiu dokonują ogromnego wysiłku w celu przywrócenia normalnej i rytmicznej produkcji drobiarskiej w Polsce. Mówili o tym ostatnio m.in. Dariusz Goszczyński, dyrektor Biura KRD-IG, oraz Dyrekcja i eksperci KIPDiP.


Rosnący w UK popyt na mięso drobiowe i przetwory drobiarskie oraz brak pracowników z krajów spoza UK stawiają przed przemysłem drobiarskim w tym kraju nowe poważne wyzwania. Przez wiele lat brytyjskie fermy drobiu oraz zakłady drobiarskie zatrudniały znaczną liczbę pracowników spoza UK.

Stosunkowo wielu spośród tych pracowników z powodu zmian w przepisach obowiązujących obcokrajowców po Brexit (głównie utrata wielu przywilejów socjalnych i pracowniczych) postanowiło wrócić do swoich ojczystych krajów i – przynajmniej na razie – nie wyraża ochoty do powrotu do UK. Analitycy rynku pracy w UK twierdzą, że w ciągu ostatnich dwóch lat kraj opuściło ok. 1,3 mln obywateli z innych europejskich krajów powodując bardzo poważne zachwiania w zatrudnieniu.

Po wystąpieniu  ze struktur UE na rynku pracy w UK odczuwa się wyraźny brak taniej siły roboczej, a oferowane wynagrodzenie, dotychczas wypłacane i stosunkowo chętnie przyjmowane przez pracowników spoza UE, nie jest na tyle atrakcyjne dla obywateli UK, aby byli oni gotowi podjąć oferowaną im pracę w brytyjskim przemyśle drobiarskim i zastąpić obcokrajowców. Brak pracowników odczuwany jest również wśród kadry kierowniczej i personelu technicznego, stanowisk wymagający odpowiednich kwalifikacji i doświadczenia zawodowego. Również na tych stanowiskach niechętnie podejmują pracę rdzenni Brytyjczycy oczekując znacznie wyższego wynagrodzenia w porównaniu do tego, jakie dotąd oferowano pracownikom z biedniejszych krajów.

Jedną z prób zapobieżenia trudnej sytuacji jest propozycja otwarcia szkoleń dla personelu nadzorującego produkcję w różnych zakładach pracy dla obywateli brytyjskich, ale do odczuwalnej poprawy trzeba będzie trochę poczekać. W proces szkolenia przyszłych kadr próbują angażować się również uniwersytety i szkoły wyższe, zarówno te centralne, jak i lokalne.


Od pewnego czasu w amerykańskich restauracjach i fast-foodach brakuje niezwykle popularnych wśród Amerykanów opiekanych i panierowanych skrzydełek z kurczaka podawanych z wieloma różnymi sosami, a także w postaci kanapek Chicken Sandwiches. Głównym powodem niedoborów są pandemia COVID-19 zakłócająca rytmiczne dostawy, brak pracowników w zakładach drobiarskich, wzmożony eksport, ale także wojna konkurencyjna na amerykańskim rynku kanapkowym, gdzie oprócz dotychczasowych liderów Popeyes Louisiana Kitchen and Chick-fil-A pojawiło się sześciu nowych producentów, którzy postanowili wejść na kanapkowy rynek z dużą ofertą i rozbudowaną logistyką i silnie oddziałującą reklamą.

W związku z tym restauracje i fast-foody zaczęły proponować swoim klientom, przyzwyczajonym do chrupania skrzydełek, zupełnie nowy produkt przygotowywany podobnie jak skrzydełka w panierce, ale tym razem z udek kurczęcych. Podawane są one w dwóch wersjach: z kością i bez kości, przy czym – podobnie jak przy skrzydełkach – klienci otrzymują możliwość zamówienia kilkunastu różnych sosów do wyboru.

W nowej ofercie przodują KFC i WingSTOP, teraz reklamowany jako ThighSTOP. Wydaje się, że jednym z elementów zachęcających Amerykanów do kupowania udek jest też wyraźnie wyższa niż dotychczas cena sprzedaży popularnych skrzydełek kurczęcych, także w formie kanapek.

Ponadto od czasu pandemii COVID-19 coraz więcej amerykańskich rodzin kupuje różne elementy tuszek kurczęcych, aby przygotować domowy posiłek. Wzmożony popyt na elementy spowodował zakłócenia w dostawach/podaży, co zmusiło przemysł drobiarski co spopularyzowania sprzedaży całych tuszek kurczęcych w celu przygotowania posiłków w domowej kuchni, dzięki czemu zwolniły się moce przerobowe linii dzielenia tuszek w zakładach drobiarskich.


W Indonezji powstało nowe Centrum Szkolenia, którego celem jest przygotowanie producentów jaj spożywczych do bezklatkowego chowu kur niosek. Jednym z ważnych elementów tego Centrum jest modelowa ferma kur niosek, gdzie uczestnicy szkoleń będą mogli bezpośrednio poznać tajniki zarządzania produkcją jaj przez kury utrzymywane w systemach bezklatkowych oraz nauczyć się wykorzystywać programy żywienia, sterowania światłem oraz profilaktyki weterynaryjnej dla uzyskania wysokiej opłacalności tego sposobu użytkowania kur niosek. Ferma będzie też miejscem do prowadzenia badań i doświadczeń.

Centrum Szkolenia będzie ściśle współpracowało z Wydziałem Zootechniki Uniwersytetu Gadjah Mada w Yogyakarcie oraz z AERES Uniwersytetem Wiedzy Stosowanej i Global Food Partnership jako stałymi konsultantami. Program współpracy będzie obejmował wspólne dążenie do poprawy długoterminowego zrównoważenia i wzmocnienia konkurencyjności produkcji jaj na terenie Indonezji oraz krajów Azji Płd.-Wschodniej.

Zgodnie z intencją pomysłodawców utworzenia Centrum Szkolenia realizowany tam program pozwoli właścicielom klatkowych ferm kur niosek na łagodniejsze i bezpieczniejsze przechodzenie do bezklatkowego systemu utrzymania kur, a także na efektywną wymianę doświadczeń.

Dr Kate Hartcher, ekspert w Global Food Partnership, twierdzi, że brak technicznego wsparcia właścicieli klatkowych ferm kur niosek chcących przejść na bezklatkowy system chowu kur stanowi dla nich największą barierę, zwłaszcza w zakresie zachowania wysokiego standardu dobrostanu kur, zarządzania obsługą i jej szkoleniem oraz wydajnością produkcji, które będą gwarantować powodzenie podejmowanego przedsięwzięcia. Centrum zamierza prowadzić szkolenia także dla właścicieli ferm kur niosek i liderów tego kierunku produkcji jaj w innych krajach Azji.

Jak widać, indonezyjscy naukowcy wspólnie z właścicielami ferm, zamiast narzekać, starają się przygotować producentów do bezkolizyjnej zmiany sposobu użytkowania kur niosek zgodnie z panującym na świecie trendem odchodzenia od klatkowego chowu kur niosek.


Przez ostatnie trzy tygodnie nie zanotowano w Polsce żadnego ogniska ptasiej grypy. W podsumowaniu opublikowanym przez GIW podano, że w 2021 r. najwięcej ognisk stwierdzono w woj. mazowieckim (127 ognisk, 7,62 mln szt. drobiu poddano utylizacji), woj. wielkopolskim (91 ognisk, 2,26 mln szt. drobiu poddano utylizacji), woj. warmińsko-mazurskim (36 ognisk, 583 tys. szt. drobiu poddano utylizacji) oraz woj. pomorskim (21 ognisk, 157 tys. szt. drobiu poddano utylizacji). Interesujące, że żadnego ogniska ptasiej grypy nie stwierdzono na terenie woj. podlaskiego. Ostatni przypadek zakażenia wirusem ptasiej grypy wśród dzikich ptaków stwierdzono na początku maja (biały bocian w woj. mazowieckim).

Zawirowania spowodowane likwidacją milionów sztuk drobiu ze stad zakażonych wirusem ptasiej grypy spowodowały w maju wzrost cen skupu (w porównaniu r/r) kurcząt brojlerów o 33%, indyków o blisko 40%. W czerwcu zanotowano kolejne, ale już niewielkie, podwyżki cen skupu kurcząt brojlerów, indyków i kaczek. Wzrosły (w porównaniu r/r) również ceny zbytu tuszek kurcząt brojlerów o 56%, fileta piersiowego o 46%, ćwiartki z kurczaka o 47%. Analitycy rynku drobiarskiego spodziewają się w II połowie 2021 r. kolejnych wzrostów cen skupu drobiu, co jednak przy przewidywanym wzroście kosztów produkcji może tylko w niewielkim stopniu poprawić opłacalność produkcji drobiarskiej.

Ważnym wydarzeniem na światowej arenie drobiarskiej jest powstanie Unii Arabskich Producentów Drobiu (Union of Arab Poultry Producers), którą utworzyli przedstawiciele przemysłu drobiarskiego Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kuwejtu, Omanu, Jordanii, Egiptu, Sudanu, Tunezji, Algierii, Maroko i Bahrainu. Organizacja UAPP, mająca status organizacji non-profit z siedzibą w Abu Dhabi (ZEA), ma za zadanie wspieranie rozwoju produkcji drobiu i jaj w krajach arabskich poprzez organizowanie szkoleń i wymianę doświadczeń, a także profesjonalną pomoc w nowych inwestycjach oraz rozwój wzajemnej współpracy w dziedzinie produkcji i handlu.


Nieoczekiwany wzrost popytu na jaja w białych skorupach, jaki pojawił się w UK w trakcie trwającej od ponad roku pandemii COVID-19, zachęcił sieci handlowe do znacznego zwiększenia ilości oferowanych jaj w białych skorupkach. Sytuacja ta pojawiła się po raz pierwszy od ponad 35 lat, kiedy to w latach 80-tych klienci zaprzestali kupowania jaj w białych skorupkach i postanowili kupować jaja przede wszystkim w brązowych skorupkach.

Jednym z motywów tego trendu był lansowany w latach 70-tych pogląd, że jaja w brązowych skorupkach są większe, bardziej „naturalne” i „wiejskie”, natomiast jaja w białych skorupkach są mniejsze, gorszej jakości i bardziej „sztuczne”, a nawet poddawane przez producentów dodatkowemu wybieleniu przy pomocy chemicznych wybielaczy.

Produkcja jaj w białych skorupkach w UK wynosi obecnie mniej niż 1% (250-300 tys. kur niosek znoszących jaja w białych skorupkach wobec 40 mln kur niosek ogółem), a jaja te były i są wykorzystywane wyłącznie przez restauracje typu fast-food.

Wobec nowego trendu producenci jaj w UK postanowili zacząć wstawiać do swoich ferm kury znoszące jaja w białych skorupkach. W tym celu np. fermy Noble Foods we współpracy z Tesco wstawiły jesienią 2020 r. do swoich kurników, wyposażonych w otwarte klatki, kurki Lohmann LSL, znoszące jaja w białych skorupkach.

W oferowanych w handlu detalicznym opakowaniach znajdują się jaja wyłącznie w białych skorupkach, ale są też opakowania, w których znajdują się jaja w brązowych i białych skorupkach w proporcji 70-30% odpowiednio. Klienci preferujący jaja wyłącznie w brązowych skorupkach mogą kupić opakowania zawierające tylko jaja brązowe.

Jak widać, nawet taka cecha jaj jak kolor skorupki, praktycznie nie mający żadnego wpływu na wartość pokarmową i jakość treści jaja czy też na długość okresu przydatności jaj, może odgrywać znaczącą rolę w kształtowaniu preferencji wśród klientów i zmuszać producentów do zmiany użytkowanych krzyżówek kur niosek. Wydawałoby się, że taka zwykła produkcja jaj nie powinna aż tak emocjonować opinii publicznej i angażować producentów, a tu od pewnego czasu co chwilę mamy w tym temacie do czynienia z jakimiś jajami…


Kilka dni temu Parlament Europejski 558 głosami „za” (37 głosów przeciw, 85 głosów wstrzymujących się) przyjął rezolucję zobowiązującą Komisję Europejską do podjęcia działań w celu wprowadzenia całkowitego zakazu chowu klatkowego w produkcji zwierzęcej do 2027 r. Aktywiści z pozarządowych organizacji broniących praw zwierząt twierdzą, że propozycja producentów jaj spożywczych zmierzająca do zastąpienia dotychczasowych klasycznych baterii klatkowych otwartymi klatkami wzbogaconymi nie spełnia zgłaszanych postulatów, a działania KE powinny dążyć do powszechnego wprowadzenia alternatywnych sposobów chowu kur wyłącznie w systemie bezklatkowym.

Przedstawiciele Compassion in World Farming proponują również wprowadzenie niezbędnego okresu przejściowego dla producentów jaj spożywczych w UE, zapewnienie przez KE wsparcia finansowego oraz wprowadzenie przepisów, które będą stawiały eksporterom produktów zwierzęcych na rynek UE podobne wymagania, jakie będą musieli spełniać producenci w UE.

Rezolucję przyjętą przez PE poparł J. Wojciechowski, komisarz ds. rolnictwa w KE, twierdząc, że wielkofermowy chów zwierząt, w tym również klatkowy chów kur niosek, to raczej produkcja przemysłowa, a nie rolnicza. „Propozycja zmian w chowie zwierząt, czego przykładem będzie wprowadzenie zakazu klatkowego chowu kur niosek, zmierza do odwrócenia trendu zamiany tradycyjnego rolnictwa w przemysł” – powiedział J. Wojciechowski.

W Polsce w klatkach utrzymywanych jest ponad 80% pogłowia kur niosek (pogłowie kur w Polsce wynosi 40 mln szt.), przy czym średnio w jednym kurniku utrzymywanych jest ok. 85 tys. kur (w UE średnio 45 tys. szt.). „Wielkie fermy wyposażone w klatki zdominowały produkcję jaj w Polsce i praktycznie wymiotły ją z małych i średnich gospodarstw rolnych” – dodał J. Wojciechowski.

Komisja Europejska w terminie do 15 lipca br. podejmie decyzję o ewentualnym rozpoczęciu postępowania w sprawie wprowadzenia zakazu klatkowego chowu zwierząt w UE. Za szybkim podjęciem prac opowiedziała się również Stella Kyriakides, komisarz KE ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności.


Zdecydowanie zmniejszyła się w Polsce liczba ognisk ptasiej grypy. Nadchodzi czas oceny podejmowanych działań, szacowania strat i oczekiwanie na wypłatę odszkodowań. MRiRW, GLW, administracja państwowa i samorządowa oraz organizacje skupiające producentów drobiu i przemysł drobiarski stawiają sobie pytania, czy działania podejmowane przez Powiatowych Lekarzy Weterynarii przy współpracy z Inspekcją Weterynaryjną okazały się skuteczne, czy obowiązujące prawo dostatecznie chroni fermy drobiu przed zakażeniem wirusem ptasiej grypy HPAI, czy potencjał zakładów utylizacyjnych umożliwia przetworzenie znacznych ilości padłego i zabitego drobiu, czy są przygotowane alternatywne sposoby utylizacji ubitych ptaków z zakażonych ferm?

Na te i podobne pytania wypowiedział się dr Krzysztof Jażdżewski, zastępca Głównego Lekarza Weterynarii. Stwierdził, że niewątpliwie do wybuchu pandemii ptasiej grypy w tak niewyobrażalnej skali w znacznym stopniu przyczyniło się nadmierne zagęszczenie ferm drobiu na terenie północnego Mazowsza i południowej Wielkopolski. Niestety, pomimo rygorystycznych metod bioasekuracji przede wszystkim z tego powodu nie udawało się ochronić kolejnych stad przed zakażeniem.

Pozwolenie na budowę kolejnych nowych kurników wydają władze administracyjne i samorządowe, ale w wydawanych opiniach brakuje oceny zagrożenia epizootycznego ze względu na zbyt małą odległość między fermami. W planie zagospodarowania przestrzennego gmin i powiatów decydujących się na budowę w bliskiej odległości tak wielu ferm drobiarskich brakuje też niezbędnej infrastruktury koniecznej do utylizacji niekiedy ogromnych ilości padłego i zabitego drobiu (zakłady utylizacyjne, spalarnie, grzebowiska itp.).

Szkoda już się stała. Producenci drobiu ponieśli ogromne straty. Czy jednak zostaną z tego wyciągnięte jakieś wnioski? Czy wobec ciągle istniejącego zagęszczenia ferm w przypadku wybuchu kolejnego zakażenia potrafimy lepiej sobie poradzić? Wiele z tych pytań na razie pozostaje bez odpowiedzi…


Amerykański oddział JBS, brazylijskiego giganta m.in. w przemyśle drobiarskim, zapłacił 11 mln USD hakerom, którzy kilka dni wcześniej zablokowali serwery firmy JBS na terenie USA uniemożliwiając jakiekolwiek działanie produkcyjne w należących do koncernu zakładach. Chociaż z ciężkim sercem, to zarząd JBS USA pod przewodnictwem Andre Nogueira podjął decyzję o wypłacie okupu chcąc jak najszybciej uruchomić produkcję w swoich zakładach w celu pełnego zaspokojenia zamówień klientów.

Wprawdzie JBS zatrudnia ponad 850 wysokiej klasy profesjonalnych informatyków i wydaje rocznie ponad 200 mln USD na obsługę i zabezpieczenie systemu informatycznego obsługującego firmę, to zgodnie z zaleceniami FBI prowadzącego śledztwo w tej sprawie zarząd JBS wypłacił okup, ponieważ hakerski atak został przeprowadzony przez jedną z najlepiej przygotowanych grup hakerskich na świecie i prawdopodobnie prowadzenie negocjacji w celu odblokowania systemu mogłoby trwać zbyt długo narażając JBS na olbrzymie straty.

Brazylijski przemysł paszowy znalazł się w trudnej sytuacji z powodu braku kukurydzy i soi na światowych rynkach spowodowany ogromnym popytem na te surowce paszowe, a któremu towarzyszy nieoczekiwany wzrost cen sprzedaży zbóż paszowych i poekstrakcyjnej śruty sojowej oraz spekulacyjne operacje na globalnych giełdach surowców paszowych. Sytuacja jest o tyle zastanawiająca, że wg analityków rynku surowców paszowych zbiory zbóż w Brazylii w tym roku powinny osiągnąć rekordowy poziom 271 mln ton (o blisko 6% więcej niż w poprzednim sezonie).

Chcąc uniknąć gwałtownego wzrostu kosztów producenci zwierząt apelują do brazylijskiego rządu o uwolnienie importu surowców paszowych od cła argumentując swoją prośbę m.in. ryzykiem wzrostu cen sprzedaży żywności pochodzenia zwierzęcego w brazylijskich sklepach i marketach, co może powodować społeczne niezadowolenie, a nawet protesty biedniejszej części brazylijskiej społeczności.

Wg Ricardo Santina, prezesa ABPA, w Brazylii znacząco wzrosły ceny wielu surowców paszowych w porównaniu do cen z 2019 r., np. cena kukurydzy jest wyższa o 180%, a cena soi o 140%. Wzrosły też ceny opakowań (tektury o 68%), usług pakowania żywności o 85% oraz oleju napędowego o 30%. Wg specjalistów, takie podwyżki trudno wytłumaczyć tylko zwykłem wzrostem inflacji.


Bieżący numer