Aktualności

Morrisons, czwarta pod względem wielkości sieć supermarketów w UK wprowadziła w swoich sklepach nową markę jaj spożywczych pod handlową nazwą Planet Friendly Eggs informując klientów, że są to jaja wyprodukowane przez kury utrzymywane w systemie chowu zeroemisyjnego, czyli z zerowym śladem węglowym.

Wprowadzenie na brytyjski rynek takich jaj jest pierwszym przykładem realizacji wcześniej zawartego przez sieci supermarketów w UK postanowienia, że do 2030 r. produkty żywnościowe oferowane w sklepach na terenie UK będą pochodziły wyłącznie z ferm, które będą prowadziły swoją produkcję w oparciu o systemy zeroemisyjne.

Fermy kur niosek, z których pochodzą jaja Planet Friendly Eggs, są zasilane wyłącznie prądem wytwarzanym przez wiatraki i panele fotowoltaiczne, a ewentualnie emitowany dwutlenek węgla jest pochłaniany przez drzewa, które rosną na co najmniej 20% powierzchni wokół kurników.

Kury są żywione paszą z owadów, wytwarzaną i dostarczaną na fermę kur niosek przez firmę Better Origin. Firma ta wdrożyła technologię przetwarzania odpadów z owoców i warzyw na biomasę przy pomocy odpowiednio dobranych owadów w specjalnie skonstruowanych kontenerach. Każdy kontener pozwala wyżywić przez tydzień 32 tys. kur niosek w chowie na wolnych wybiegach.

Prace badawcze i wdrożeniowe były prowadzone przez Morrisons przez 18 miesięcy i zakończyły się sukcesem, dzięki czemu klienci będą mogli nabywać jaja wyprodukowane bez emisji dwutlenku węgla szkodliwego dla środowiska. Opakowanie sześciu jaj Planet Friendly Eggs kosztuje 1,50 funtów brytyjskich GBP (ok. 8,50 PLN), czyli za jedno jajo trzeba zapłacić ok. 1,40 PLN. Warto zauważyć, że najtańsze oferowane obecnie przez Morrisons jaja od kur z chowu na wolnych wybiegach kosztują 1,05 GBP/sześć jaj (ok. 6,00 PLN/sześć jaj), czyli za jedno jajo trzeba zapłacić ok. 1,00 PLN.


Środowisko lekarzy weterynarii reprezentowane przez Krajową Izbę, Lekarsko-Weterynaryjną, Ogólnopolski Związek Zawodowy Pracowników Inspekcji Weterynaryjnej, Stowarzyszenie Urzędowych lekarzy Weterynarii, Ogólnopolskie Stowarzyszenie Lekarzy Wolnej Praktyki „Medicus Veterinarius” oraz Sekcję Krajową Pracowników Weterynarii NSZZ „Solidarność” podpisało 1 października 2021 r. wspólne porozumienie, zwane dalej „Porozumieniem Warszawskim”, którego celem jest walka o godziwe wynagrodzenie za pracę wykonywaną przez lekarzy weterynarii pracujących w Inspekcji Weterynaryjnej, urzędowych lekarzy weterynarii wykonujących czynności zlecone oraz pozostałych pracowników Inspekcji Weterynaryjnej. Z tego powodu „Porozumienie Warszawskie” uważało m.in. za niezbędne zwiększenie wydatków budżetowych na wynagrodzenia w projekcie budżetu na 2022 r.

Wśród zlecanych lekarzom weterynarii przez Powiatowego lekarza Weterynarii zadań znajduje się m.in. konieczność wystawiania świadectw zdrowia zwierzętom sprzedawanym do ubojni, za co od wielu lat stawki wynagrodzenia nie były waloryzowane odpowiednio do zmieniających się kosztów takiej usługi. Podobnie stawki za badania poubojowe są rażąco niskie. Sytuacja ta powoduje, że coraz mniej lekarzy wyraża zgodę na podejmowanie zleconych przez PLW zadań, co grozi spadkiem niezbędnego bezpieczeństwa produktów żywnościowych pochodzenia zwierzęcego.

Niestety, zaproponowane kilka dni temu przez MRiRW wspólnie z Głównym Lekarzem Weterynarii rozporządzenie zawierające nowe stawki nie odpowiada żądaniom lekarzy weterynarii, którzy stwierdzili, że zaproponowane przez MRiRW i GLW rozwiązania stanowią wyraz zerwania przez stronę rządową dotychczasowych rozmów.

W związku z tym Porozumienie Warszawskie utworzyło Komitet Protestacyjny, który w sytuacji wyczerpania możliwości negocjacyjnych postanowił ogłosić protest całego środowiska lekarzy weterynarii i pracowników Inspekcji Weterynaryjnej. 28 sierpnia odbędzie się spotkanie przedstawicieli lekarzy weterynarii celem uzgodnienia formy protestów oraz „mapy drogowej” dalszych postępowań.  


W powodzi pesymistycznych wiadomości są też takie bardziej optymistyczne! Najnowsze dane dotyczące Indeksu cen żywności FAO wskazują, że ceny nabiału, mięsa, zbóż, olejów roślinnych i cukru na świecie nadal spadają i kształtują się obecnie na poziomie sprzed wybuchu wojny Rosji z Ukrainą. Indeks cen żywności FAO składa się z 5 subindeksów (ceny nabiału, zboża, mięsa, olejów roślinnych i cukru) i przyjmuje jako 100 pkt. średni poziom cen tych pięciu rodzajów żywności w latach 2015-2016.

W lipcu br. indeks cen żywności FAO wyniósł 140,9 pkt., co oznacza, że w porównaniu do czerwca, kiedy wynosił 154,2 pkt., spadł o 13,3 pkt (ok. 8,6%). Ceny żywności tanieją już czwarty miesiąc z rzędu, a spadek w lipcu jest wyjątkowo duży. Tak znaczący spadek światowych cen żywności w ciągu miesiąca zanotowano po raz pierwszy od ponad 14 lat, głównie dzięki spadkom cen olejów i zbóż!

Indeks cen zbóż spadł w lipcu o 19,1 pkt. (ok. 11.5%) i praktycznie dotyczy wszystkich gatunków zbóż. Najbardziej potaniała pszenica (o 14,5%), głównie z powodu odblokowania eksportu z Ukrainy, a także coraz większej oferty sprzedaży pszenicy z nowych zbiorów. Odblokowanie ukraińskich portów oraz wcześniejsze zbiory w Brazylii i Argentynie wpłynęły także na spadek światowych cen kukurydzy o 10,7%.

Niewiele spadł indeks światowych cen mięsa (o 0,5%), głównie dzięki utrzymującemu się wysokiemu popytowi na mięsa drobiowe, które z powodu niskiej podaży (grypa ptaków) osiąga na świecie rekordowe ceny.

Staniał też cukier, którego indeks ceny w lipcu wyniósł 112,8 pkt (spadek w porównaniu do czerwca o 3,8%). Spadek cen cukru na świecie trwa już trzeci miesiąc z rzędu. Cena cukru jest najniższa od pięciu miesięcy, głównie z powodu niskiego popytu oraz spadku cen etanolu, produkowanego m.in. z cukru. Duża produkcja cukru w Brazylii i Indiach powoduje, że podaż znacznie przewyższa popyt.

Analitycy rynku żywnościowego twierdzą, że niższe ceny żywności na świecie spowodują spadek cen żywności w Polsce, dzięki czemu wyhamuje także inflacja, a może nawet zacznie spadać. Dodatkowym czynnikiem antyinflacyjnym jest proces umacniania się złotego w stosunku do euro i dolara. 


Ukraina i Rosja przy współudziale Turcji I ONZ podpisały 22 lipca br. w Stambule porozumienie, zgodnie z którym na Morzu Czarnym został uruchomiony „korytarz zbożowy”, dzięki czemu z ukraińskich magazynów zbożowych stało się możliwe wywiezienie drogą morską zgromadzonych tam zbóż, głównie pszenicy, jęczmienia i kukurydzy, oraz śruty słonecznikowej z ubiegłorocznych zbiorów do krajów, które wcześniej zawarły umowy importowe z ukraińskimi firmami eksportującymi zboże i śrutę słonecznikową. Zawarte porozumienie powinno złagodzić napiętą sytuację w światowym handlu zbożami i zapobiec ewentualnym problem bezpieczeństwa żywnościowego w krajach-dotychczasowych importerach ukraińskiego zboża.

Nad bezpieczeństwem zbożowych transportów czuwa tureckie Ministerstwo Obrony, a logistyką kieruje Biuro Wspólnego Centrum Koordynacyjnego w Stambule, w którym wspólnie pracują przedstawiciele Ukrainy, Rosji, Turcji i ONZ. Przez dziewięć ostatnich dni port w Odessie opuściło 12 statków z ponad 370 tys. ton zboża, które popłyną do portów w siedmiu państwach, m.in. 53 tys. ton kukurydzy do portu w Korei Płd.

Niestety, pojawiają się też kłopoty. Libański importer odmówił przyjęcia ponad 26,5 tys. kukurydzy transportowanej statkiem „Razoni”, ponieważ transport w/w kukurydzy dotarł do Libanu z 5-miesięcznym opóźnieniem. Być może w tym sporze chodzi tez o cenę zakupu kukurydzy dostarczonej po upływie terminu uzgodnionego wcześniej w umowie. Spedytor tego ładunku stara się znaleźć nowego nabywcę i wyładować kukurydzę w innym porcie.

Na wniosek przedstawicieli Ambasady ukraińskiej zatrzymany został w porcie w Trypolisie statek z ładunkiem ukraińskiego jęczmienia i mąki, ponieważ istnieje podejrzenie, że ładunek ten został skradziony przez Rosjan z ukraińskich magazynów znajdujących się na terenach okupowanych przez wojska rosyjskie.

Do niemieckiego portu w Rostocku pod koniec bieżącego tygodnia ma dotrzeć pierwszy pociąg z ukraińską kukurydzą. Kolejowy transport ma być ważną alternatywą dla eksportu ukraińskiego zboża drogą morską. Zboża z niemieckiego portu mają trafić transportem morskim do krajów Afryki Płn.


W ostatnich kilku latach niezwykle popularne stały się wszelkiego rodzaju porady specjalistów w zakresie diety i jej wpływu na nasze zdrowie. Chętnie słuchamy i czytamy tego rodzaju porady, a potem rozmawiamy o nich i niektóre z nich próbujemy wdrożyć do naszego codziennego życia. Co zresztą nie powinno dziwić, bo każdy z nas chce być zdrowszy i chce, by jego najbliżsi byli też bardziej zdrowi.

Powiedzmy sobie szczerze: „Moda na zdrową dietę” przynosi bardzo wiele dobrego, bo chętnie pogłębiamy swoją wiedzę o tym, co jemy i jak to oddziałuje na nasze zdrowie, a kupując różne produkty staramy się dokładnie przeczytać skład wybranego produkty nie chcąc zaszkodzić swojemu zdrowiu, a wręcz przeciwnie – wspomóc to zdrowie. Osobną rolę w tym wszystkim odgrywają różne suplementy diety, ale to osobny rozdział „Mody na zdrowie”.

Zapotrzebowanie na prozdrowotną żywność coraz chętniej wykorzystują producenci i restauratorzy. Oferują nam produkty, które swoim składem odpowiadają zaleceniom dietetyków, a chcąc zachęcić do ich kupowania i spożywania stosują różnego rodzaju zachęty. Jedną z najważniejszych i często stosowanych jest wykorzystywanie tradycyjnych nazw produktów żywnościowych do nowo wprowadzanych. Przykłady można mnożyć w nieskończoność…

Uczestnicy i komentatorzy dietetycznej mody zaczynają zastanawiać się, jak daleko można posunąć się w wykorzystywaniu tradycyjnych nazw produktów żywnościowych do tych nowo oferowanych? Czy mleko sojowe to rzeczywiście mleko, czy roślinna parówka to rzeczywiście parówka, czy roślinny burger to rzeczywiście burger, czy roślinny kurczak to rzeczywiście mięso drobiowe itd., itd…

Ostatnio przedmiotem takiej dyskusji w mediach stał się oferowany przez jednego z polskich producentów drobiu humus z udziałem mięsa z indyka. W nowym produkcie nie ma w ogóle ciecierzycy czy innych nasion roślin strączkowych, na bazie których wytwarzany jest tradycyjny humus. No cóż, przynajmniej na etykiecie jest napisane uczciwie, że jest to humus z udziałem mięsa indyczego i jeśli ktoś chce restrykcyjnie przestrzegać diety wegańskiej, to pewnie nie kupi takiego humusu.


Zamieszanie z opłacalnością produkcji jaj w W. Brytanii pogłębia się. Sieci handlowe nie chcą skupować jaj od producentów utrzymujących kury nioski w systemach z wolnym wybiegiem w takiej cenie, która pozwalałaby zachować opłacalność tego sposobu chowu kur niosek, tłumacząc, że popyt na jaja z takiego chowu spada od wielu miesięcy.

Konsumenci, pomimo prowadzonych kampanii reklamowych i medialnego poparcia dla ruchów dążących do uwolnienia kur z klatek, nie dostrzegają lepszych walorów zdrowotnych i jakościowych jaj produkowanych w systemie bezklatkowego chowu kur niosek, a argument, że jaja te pochodzą od „bardziej szczęśliwych” kur nie jest wystarczająco przekonujący na tyle dla wielu klientów, aby byli oni gotowi zapłacić więcej za takie jaja.

Trudna sytuacja na brytyjskim rynku jaj nie jest niczym nowym, bowiem zmagania producentów jaj utrzymujących kury na fermach z wolnymi wybiegami trwają już od dobrych kilku lat. O nadpodaży tego rodzaju jaj w stosunku do popytu brytyjski handel informował już w 2018 r., kiedy to z powodu nadmiernej podaży cena jaj z wolnych wybiegów spadła o ponad 16% budząc zrozumiałą konsternację wśród zwolenników uwolnienia kur z klatek!

Właściciele kurzych ferm z wolnymi wybiegami twierdzą, że koszty produkcji znacząco wzrosły w ostatnim czasie i chociaż handel podniósł nieco cenę zakupu jaj, to niewielki wzrost ceny skupu nie pokrywa kosztów produkcji. Jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, bardzo wielu ferm z wolnymi wybiegami zaprzestanie produkcji jaj.

Czy w tej sytuacji powstaje w W. Brytanii groźba wzrostu importu tańszych jaj z krajów, w których produkcja jaj jest w znacznym stopniu nadal prowadzona przez fermy kur niosek utrzymywanych w klatkach? O tym, że ciągle nie tylko w krajach UE, ale także na świecie jest znaczące zapotrzebowanie na jaja z klatkowego chowu kur niosek świadczy cieszący się wysokim powodzeniem eksport jaj produkowanych w Polsce, gdzie ponad 75% kur niosek jest ciągle utrzymywanych w klatkach.


Internetowy Newsowy serwis wypełniający trzy razy w tygodniu zakładkę „Aktualności” na stronie www.polskie-drobiarstwo.pl obchodzi mały Jubileusz. Dokładnie pięć lat temu na początku sierpnia 2017 r. został opublikowany w internecie pierwszy drobiarski News.

Przez pięć lat przygotowaliśmy i opublikowaliśmy wspólnie z Redakcją czasopisma „Polskie Drobiarstwo” prawie 800 takich krótkich informacji o tym, co w danym tygodniu dzieje się w polskim i światowym drobiarstwie. Z przeprowadzonych badań wynika, że Newsy przegląda wielu internatów, a niektórzy z nich zamieszczają swoje komentarze. Bardzo nas to cieszy i zachęca do jeszcze lepszej pracy. Od prawie trzech lat miesięczne zestawienie najciekawszych Newsów jest też publikowane w czasopiśmie PD pod tytułem „Drobiarstwo w Polsce i na świecie”.

A o czym donosiły te pierwsze Newsy przed pięcioma laty? O świetnej książce „Ilustrowany podręcznik o jajach” Ayuko Kashimori, szefowej działu R&D w japońskiej firmie Nabel Co. Ltd., o tym, że spożycie mięsa drobiowego w 2017 r. w Polsce powinno po raz pierwszy przekroczyć magiczną granicę średnio 30 kg/mieszkańca, o groźbie stresu cieplnego u kurcząt brojlerów i sposobach zapobiegania temu dyskomfortowi, o ściółce jako źródle energii w ukraińskich biogazowniach oraz o tym, że sieć Lidla w Portugalii zamierza całkowicie wyeliminować sprzedaż jaj z klatkowego chowu kur niosek.

Dla przypomnienia – w sierpniu 2017 r.:

  • kurczęta brojlery były skupowane w cenie średnio 3,45 zł/kg, indyki w cenie średnio 5,10 zł/kg,
  • pszenicę można było kupić w cenie 650 zł/tonę (netto), natomiast kukurydzę w cenie 740 zł/tonę.     


Jak podaje OECD/FAO w swoim raporcie Agricultural Outlook, produkcja mięsa drobiowego będzie najszybciej rozwijającym się kierunkiem produkcji zwierzęcej na świecie i w okresie najbliższych dziesięciu lat do 2031 r. udział mięsa drobiowego w ogółem produkowanym mięsie na świecie wyniesie 47% (154 mln ton w 2031 r. wobec 90 mln ton w 2016 r. i 130 mln ton w 2021 r.).

Rozwojowi temu sprzyjają takie czynniki, jak – oprócz łatwego przyrządzania, pozytywnego wpływu na zdrowie ludzi w porównaniu do mięsa czerwonego (niska zawartość tłuszczu, dużo łatwo przyswajalnego białka) oraz braku przeciwskazań z powodów religijnych – także stosunkowo niższa cena zakupu mięsa drobiowego w porównaniu do innych gatunków mięsa (wieprzowina, baranina, wołowina), co ma ogromne znaczenie w krajach, gdzie mieszkańcy mają średni i niski dochód.

Ważnym czynnikiem jest też niskie zużycie paszy przez kurczęta brojlery, w tym zboża (1,6-1,7 kg paszy/kg mc brojlera) w porównaniu do produkcji wieprzowiny (2,6-3,0 kg paszy/kg mc tucznika).

Przewidywane spożycie mięsa drobiowego na świecie osiągnie w 2031 r. poziom 154 mln ton i będzie stanowić podstawę diety mieszkańców nie tylko w USA, Meksyku czy Brazylii, ale także takich krajów jak Chiny, Indonezja, Indie, Malezja, Pakistan, Peru, Filipiny i Wietnam. Produkcja mięsa drobiowego jest ogromną szansą dla mieszkańców Afryki, którzy dzięki zwiększeniu udziału tego mięsa w codziennej diecie mogą zdecydowanie poprawić swój rozwój oraz zdrowie, zwłaszcza zapobiegać wysokiej zachorowalności i śmiertelności wśród afrykańskich dzieci.

Wg analityków z OECD/FAO największy wzrost produkcji mięsa w okresie do 2031 r. nastąpi głównie w Chinach, ale także w USA, Brazylii i Indiach. Natomiast w krajach UE produkcja mięsa będzie ulegała postępującemu zmniejszeniu, głównie z powodu rosnących kosztów produkcji (m.in. wyższe administracyjne wymagania w zakresie poprawy dobrostanu i ochrony środowiska), ale także z powodu pogarszających się możliwości eksportu.


Produkcja mięsa na świecie, głównie w krajach azjatyckich, wzrosła w 2021 r. o 5% i osiągnęła poziom 339 mln ton. W Chinach zanotowano rekordowy 34% wzrost produkcji wieprzowiny, ale także kilkunastoprocentowy wzrost produkcji mięsa drobiowego, chociaż ogółem na świecie wzrost ten był niewielki.

Nadal największymi producentami (i eksporterami) mięsa pozostają USA, Brazylia i UE, w tym mięsa drobiowego Brazylia, USA i Chiny. Eksperci OECD-FAO twierdzą, że produkcja mięsa drobiowego w 2025 r. wyniesie na świecie 131 mln ton; od ponad 5 lat światowa produkcja mięsa drobiowego wyprzedza produkcję wieprzowiny.

W 2020 r. średnie spożycie mięsa ogółem na świecie wyniosło 33,7 kg/mieszkańca, w tym 14,9 kg mięsa drobiowego, 10,7 kg wieprzowiny, 6,4 kg wołowiny i 1,76 kg jagnięciny i baraniny. Wg prognoz FAO średnie spożycie mięsa na świecie wzrośnie do 2029 r. do prawie 40 kg/mieszkańca (o 3,7%), ale bardzo różnie w zależności od regionu. Warto podkreślić, że średnie spożycie mięsa ogółem w krajach UE przekracza prawie dwukrotnie spożycie na świecie i wynosi 70 kg/mieszkańca.

Wysoką konsumpcję mięsa drobiowego notuje się w Izraelu (57 kg/mieszkańca), USA (48,3 kg/mieszkańca), Arabii Saudyjskiej (44,5 kg/mieszkańca) czy Australii (43,6 kg/mieszkańca). W krajach UE średnie spożycie mięsa drobiowego wynosi 23,9 kg/mieszkańca, natomiast w Chinach zaledwie 12,1 kg/mieszkańca czy w Indiach 3,7 kg/mieszkańca. Podobnie bardzo niskie spożycie mięsa, w tym także mięsa drobiowego, notowane jest w krajach afrykańskich


Po prawie dwóch miesiącach od trzech ostatnich potwierdzonych ognisk grypy ptaków na terenie powiatu Siedlec, woj. wielkopolskie (21, 22 i 24 kwiecień 2022 r.) Główny Lekarz Weterynarii złożył w drugiej połowie czerwca br. w Światowej Organizacji Zdrowia Zwierząt deklarację z wnioskiem o uznanie Polski jako kraju wolnego od wysoce zjadliwej grypy ptaków spodziewając się, że w kolejnych tygodniach nie pojawią się nowe ogniska tej wysoce zjadliwej i zakaźnej choroby.

Niestety, wirus grypy ptaków ponownie zaatakował stada drobiu przed upływem trzech miesięcy od ostatnich ognisk, tym razem w woj. wielkopolskim, w powiecie ostrzeszowskim, gdzie potwierdzono trzy nowe ogniska grypy ptaków: dwa w Grabowie (19 lipca i 21 lipca) i jedno w Szklarce Myślniewskiej oraz jedno w Ostrowie Kaliskim. Łącznie zakażeniu uległo 116 tys. szt. drobiu (ponad 108 tys. szt. kur i prawie 8 tys. gęsi).

Stwierdzone ogniska grypy ptaków mogą negatywnie wpłynąć na decyzję niektórych importerów mięsa drobiowego z Polski, ale należy wskazać, że zakażeniu nie uległy ani kurczęta brojlery, ani indyki, ale kury nioski w dwóch stadach produkujących jaja spożywcze, jedno stado kur rodzicielskich produkujących jaja wylęgowe oraz jedno stado gęsi.

Czy zatem uzasadnione są obawy eksporterów mięsa drobiowego w Polsce, że potwierdzone ostatnio nowe ogniska grypy ptaków spowodują wprowadzenie nowych restrykcji zakazujących eksport mięsa drobiowego z Polski?


Zdjęcie oferty Black Friday 2022

Bieżący numer