Rzekomy pomór drobiu na dwóch fermach w Polsce i grypa ptaków na dwóch fermach w Czechach
W ostatnich dniach Główny Inspektorat Weterynarii potwierdził wystąpienie dwóch nowych ognisk rzekomego pomoru drobiu na terenie Polski.
Jedno z nich stwierdzono 9 listopada w stadzie kur niosek (450 szt.) w chowie przyzagrodowym we wsi Wodziłówka, gm. Knyszyn (pow. Mońki, woj. podlaskie). Interesujące, że w Wodziłówce jest zaledwie kilka gospodarstw, a sama wieś położona jest na pograniczu pół i lasów w znacznym oddaleniu od jakichkolwiek ferm drobiowych. Być może służby weterynaryjne Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Mońkach zdołają wyjaśnić bliżej okoliczności tego zakażenia.
Nieco wcześniej 6 listopada stwierdzono ognisko rzekomego pomoru drobiu na fermie kur niosek (51,4 tys. szt.) we wsi Witobel na skraju Stęszewa (pow. poznański). Być może, ale musiałyby to wyjaśnić służby weterynaryjne Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii w Poznaniu, wybuch tego ogniska ma jakiś związek z zakażeniem blisko 274 tys. kurcząt brojlerów na fermie w Zamysłowie (ognisko potwierdzono 24 października br.), oddalonej od fermy kur niosek w Witoblu zaledwie o 3-4 km, czyli pozostającej w strefie zagrożenia, a być może nawet w strefie zapowietrzenia.
Natomiast wirusy grypy ptaków zaatakowały dwie fermy drobiu na terenie Czech. Na przemysłowej fermie Mach Drubez w Lanszkrounie (region Pardubice), należącej do jednego z największych czeskich producentów drobiu, stwierdzono grypę ptaków; 55 tys. kur niosek zostało zutylizowane. Dyrektor techniczny firmy Miloslav Souszko jest zdania, że chorobę rozniosły migrujące jesienią dzikie ptaki.
Drugie ognisko stwierdzono na fermie kaczek (ok. 20 tys. szt.) w Valdikovie, pow. Trebic. Marek Voborny, czeski minister rolnictwa, twierdzi, że do rozprzestrzenienia się wirusów grypy ptaków na tej fermie i wybicia ponad 20 tys. kaczek przyczynili się sami pracownicy fermy, którzy nie zgłosili w odpowiednim czasie do służb sanitarno-weterynaryjnych nadmiernych upadków kaczek na fermie.
